biorę udział

Biorę udział…

Ostatnio na Facebooku zaintrygowała mnie jedna rzecz, a mianowicie masowe „branie udziału w wydarzeniu”. Wydarzenia te są różne: nauka składania origami, marsz przeciwko wegetarianom, premiera spektaklu w Teatrze Współczesnym, darmowa nauka języka suahili itp. Wszystko byłoby w porządku, w końcu każdy może w swoim czasie wolnym robić co chce, ale problem zaczyna się wtedy gdy dana osoba bierze udział w trzech wydarzeniach, które są jednego dnia o tej samej godzinie. Jak to pogodzić? I o co w tych chodzi?Czyli dana osoba jest po 5 minut na każdym wydarzeniu, bo jeszcze musi odstać swoje w korkach. Chyba że wybiera wydarzenia, które są obok siebie i tak, po wyjściu z koncertu Behemotha leci na kurs wypiekania ciasteczek z siostrą Anastazją, żeby później wstąpić choć na chwilę na otwarcie nowego Food Trucka z pakistańskimi plackami (chociaż jest już opchana ciasteczkami). Tak naprawdę smutne jest to, że często na kliknięciu się kończy…

Przecież chodzi tylko o to aby koleżanka czy kolega widział jak barwne życie prowadzimy: „o Zośka to już trzeciego języka się uczy, a ja ledwo polski znam”. Może właśnie o to chodzi, żeby wprowadzić znajomych w ciężką depresję, jakby mało im było oglądania pięknych, wysportowanych ciał w magazynach lub szefa, który każe pracować do nocy (wtedy eliminuje, to jakąkolwiek możliwość uczestniczenia w wydarzeniu). A może chodzi o samotność? Samotność w dzisiejszych czasach jest wielką zmorą i żeby ją zagłuszyć, szukamy ukojenia na portalach społecznościowych.

Ostatnio dowiedziałam się, że są organizowane grupy na Facebooku takie jak „wspólne wyjście do kina”. To ja się pytam czy jest jeszcze taka instytucja jak przyjaciółka/przyjaciel? I co? Ci ludzie spotkają się przed kinem, wejdą, zobaczą film i się rozejdą, każdy w inną stronę? A co się stało ze znajomymi z uczelni, pracy? Już się z nimi nie wychodzi na przysłowiowe piwo? Dawno, dawno temu człowiek, każde wyjście celebrował. Umawiał się ze znajomymi, kupował bilet, ubierał się ładnie (no, może z tym ostatnim to przesada).

A dzisiaj, siedzi się na fejsie i jak ktoś rzuci marny ochłap kultury, to pędzi się na złamanie karku, aby liznąć jej choć trochę. Aby postać w tłumie nieznajomych twarzy przez chwilę, żeby potem wrócić do domu i znów szukać sposobów na samotność. Pół biedy jak się kogoś na tym wydarzeniu zapozna. Chociaż taka znajomość może sprowadzić się jedynie (oby nie!) do zaakceptowania znajomości na Facebooku, Twitterze, Instagramie, Snapchacie czy Naszej Klasie ( to chyba już nie istnieje?). Wydaje mi się, że z jednej strony może to być lęk przed samotnością a z drugiej strony lęk przed bliskością. Wspólny udział w jakimś wydarzeniu jest bezpieczny, niby nie jesteś sam ale nie musisz także starać się o jakąkolwiek relacje. A utrzymać relacje nie jest łatwo, gdy dookoła panuje zazdrość, chciwość, kłamstwo.

Można na to spojrzeć jeszcze inaczej. Freud uważał, że kultura to suma osiągnięć i struktur organizacyjnych, dzięki którym nasze życie stało się tak różne od naszych zwierzęcych przodków…Może dzięki pokazaniu, w jak wielu rzeczach (przede wszystkim kulturowych) bierzemy udział, jesteśmy lepsi? Może w ten sposób budujemy własną wartość? Może musimy mieć to gdzieś napisane, żeby nie zapomnieć?

Pewnie uznacie mnie za zgreda (jest jeszcze takie słowo?), a moje myślenie za staroświeckie, ale to, co dzisiaj uważane jest za modne, jest tylko ładnym ubraniem dużego problemu. Oczywiście daleka jestem od generalizowania, że wszystko na Facebooku jest złe. Oczywiście jest wiele pożytecznych inicjatyw. A i publikowanie wydarzeń w danym mieście jest przydatne, żebyśmy wiedzieli co, gdzie i kiedy.

Ale czy musimy pisać, że bierzemy udział, albo jeśli już piszemy, to czy to muszą być wszystkie dostępne wydarzenia? Jaki sens ma chwalenie się tym, gdzie będziemy w piątek o 18.00. Kogo to obchodzi? Bo nie mówcie, że jest to po to, żeby znajomi zobaczyli gdzie idę i żeby mieli możliwość dołączenia. Bo są inne sposoby, żeby ich o tym poinformować i nie trzeba wcale wychodzić z domu aby wysłać telegram.

Czekam na Wasze komentarze w tej kwestii. Jak jest u Was? Czy też klikacie? I co się za tym klikaniem kryje? Samotność? Czy nowe znajomości, przygoda i rozwój?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *