bezradności

Życie w beznadziei

500 zł – temat aktualnie na topie. Będzie czy nie, dla kogo, na jak długo? Pojawiają się memy. Liczba urodzeń wzrosła, a i w „Klanie” zdążyło już wystąpić. Jeszcze moment i zacznie rozdawać autografy. A dlaczego o tym piszę? Bo chciałam poruszyć w dzisiejszym poście, temat syndromu wyuczonej bezradności. Sam termin został wymyślony w latach 70-tych XX w. przez Martina Seligmana. Oznacza stan, w którym jednostka, najczęściej długotrwale bezrobotna, dotknięta ubóstwem, zamiast szukać możliwości zarobków, szuka pomocy w opiece społecznej i tak już zostaje.Ośrodki Pomocy Społecznej w Polsce są zalewane podaniami o buty dla dzieci, o obiady w szkole, o leki. Tylko gdybyśmy się przyjrzeli temu bliżej, okazuje się, że te pieniądze wcale nie idą na te rzeczy. Często niestety wykorzystywane są na alkohol… Mało tego osoby, które się o nie ubiegają, w większości są młode, zdrowe, zdolne do pracy. Po prostu zrobiły doktorat z pomocy społecznej i doskonale wiedzą gdzie pójść, na kogo co przepisać, gdzie coś zaniżyć czy zawyżyć. Myślę, że spokojnie to właśnie może stać się ich pracą, bo doświadczenie, które w dzisiejszych czasach jest tak bardzo wymagane, już mają. Ile się muszą nakombinować, natrudzić, na stresować jak coś nie pójdzie po ich myśli.

Jak się okaże, że nie dostaną tych kilkuset złotych. Znacznie prościej byłoby pójść do pracy. I właśnie na tym to polega. Człowiek, który raz coś dostał „za darmo” nie chce przestać.  Dlaczego niby miałby to robić? Ma iść pracować całymi dniami na kasie w markecie, czy na budowie? W życiu! Chociaż wie, że pracy jest pod dostatkiem i każdy prędzej czy później dostanie taką, która jest w miarę satysfakcjonująca i dostosowana do naszych umiejętności. Oczywiście jak zwykle daleka jestem od generalizacji. Wiem, że jest mnóstwo osób naprawdę potrzebujących. Ale w rzeczywistości niewiele osób z tej pomocy skorzysta. Jak myślicie, gdzie idą ubrania z kontenerów na odzież? Do tych najbardziej potrzebujących? Nie, bo właścicielami tych kontenerów są prywatne firmy, organizacje, które owszem, twierdzą, że ubrania sprzedają, ale zysk częściowo przeznaczają np. dla dzieci niepełnosprawnych. Kto wie, jak jest naprawdę. Jedyną pewnością, że komuś pomagamy jest zaniesienie tych ubrań/jedzenia/pieniędzy bezpośrednio do rodziny, która potrzebuje. Każdy z nas w swoim otoczeniu taką zna.

I teraz nagle przychodzi jak grom z jasnego nieba, 500 zł. Jeszcze nie weszło w życie, a już ilość urodzeń wzrosła. Tylko czy ktokolwiek decydujący się na dziecko pomyślał, że koszty wychowania bardzo szybko przerosną te 500 zł? Poza tym sytuacja zmienia się z tygodnia na tydzień. Bo kwota ta nie przysługuje dla każdego dziecka, nie dla samotnych matek. To bardzo ryzykowne własnie teraz decydować się na dziecko, bo może dzieci urodzone od listopada 2015 do kwietnia 2016 nie będę brane pod uwagę, albo te których imię zaczyna się na M? Ale poważnie rzecz ujmując, jest to woda na młyn tych osób, które od takiej właśnie pomocy są uzależnione. Spokojnie to można nazwać uzależnieniem. Bo skoro alkoholik, mając problem myśli o alkoholu, tak osoba z syndromem wyuczonej bezradności, gdy ma problem finansowy myśli o dofinansowaniu z gminy. I w sumie te 500 zł jest dla wszystkich, ale czy naprawdę wszyscy tego potrzebują?

Podobnie jest z osobami, które żebrzą. Często wysyłają do tego dzieci. Bardzo popularna była akcja, że jeśli dajesz pieniądze, odbierasz dzieciństwo. To się samo nakręca, bo jak raz ktoś da (bo żal dziecka), to już to dziecko spokoju nie zazna. A osoby żebrzące, które tylko stylizują się na chore/niepełnosprawne, spokojnie zasiliłyby szeregi pracujących.

Syndrom wyuczonej bezradności ma też inny wymiar. Potrafi sprawić, że osoba żyjąca w związku z alkoholikiem, tyranem nie jest w stanie odejść. Wyobraża sobie, że nie jest w stanie nic zrobić, że jej sytuacja jest bez wyjścia. W pewnym stopniu, jest uzależniona. Przecież wie jak mąż się zachowuje gdy pije, jak go nie zdenerwować. Że popije, popije i przestanie. A jakby miała być w innym związku, to musiałaby się wszystkiego na nowo uczyć. Ten aspekt syndromu jest bardzo skomplikowany. Trudno jest takiej osobie pomóc. Trudno jest coś odkryć, bo taka osoba bardzo dobrze wszystko ukrywa. A potrzebuje pomocy jak nikt inny. Powinny powstać specjalne programy, umożliwiające pomoc osobom w takich sytuacjach, to im przydałaby się pomoc finansowa, prawna. Niech wiedzą na czym stoją i niech wiedzą, że mają możliwości innego życia. A osoby uzależnione od pomocy społecznej? Może trafią w końcu na tyle przeciwności losu, że będą musiały podjąć pracę, żeby przeżyć…

 

Pedagog, psychoterapeutka. Lubię włoskie jedzenie, filmy i koty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *