mali

Mali depresanci

W popularnej telewizji już po raz drugi emitowany będzie, znany Wam pewnie, program o małych zdolnych człowieczkach. Na pierwszy rzut oka, fajna sprawa. Dzieci pokazują swoje talenty: taneczne, aktorskie, wokalne. Dostają brawa, nagrody. Poznają nowych przyjaciół. Rodzice są bardzo dumni, mają pamiątkę, w postaci nagrania. Mają swoje 5 minut w telewizji. Problem zaczyna się wtedy, gdy dziecko przegra.
Czy ktoś jest sobie w stanie, to wyobrazić? Ja rozumiem, że dziecko od najmłodszych lat, jest poddawane próbie prezencji. Te wszystkie Jasełka, Dzień Matki, Dzień Babci. Wierszyki, piosenki. Wszystko na pamięć! Brr-przypomniało mi się. Ale powiedzmy, że stres jest do ogarnięcia, bo patrzy na nas kilka przygłuchych babć, które i tak są rozczulone na widok swoich zdolnych wnucząt, że wszystko są w stanie wybaczyć, a na pewno zapomnieć (to ostatnie przychodzi im zadziwiająco łatwo).

A co jeśli dziecko występuje na scenie, przed milionową publicznością? To już tak łatwo nie zostanie mu zapomniane. Nie wspomnę już o tym, że rodzice, którzy twierdzą, że ich 2 latek sam chętnie sięga po Joyce’a, mają ogromne wymagania wobec swojego dziecka. Bo po pierwsze nagroda, po drugie przecież moje dziecko jest najzdolniejsze, po trzecie realizują swoje niespełnione ambicje i wreszcie po czwarte, rodzice marzą o tym, żeby jak najdłużej, za sprawą swoich dzieci, przebywać blisko prawdziwych gwiazd, które zazwyczaj widują przez ekran, wieczorem, po ciężkim dniu pracy. Bo niby jaki kochający rodzic chce narażać swoje dziecko na dodatkowy stres.

W dzisiejszych czasach wystarczająco dużo stresu mają w szkole. Bo wiecie, że bycie dzieckiem w dzisiejszych czasach nie jest takie beztroskie jak kiedyś. Teraz już 5 latek musi coś sobą reprezentować. Fajne ciuchy, iPhone, dodatkowe zajęcia z dziennikarstwa a późnym wieczorem joga. I jak w tym nie uczestniczysz, to jesteś wykluczonym debilem, z którym się nie gada, bo nie ma o czym, sorry, ale pogadanka o drewnianych klockach jest dla mięczaków. I wcale tu nie hiperbolizuję. Ostatnio w Krakowie widziałam szyld przedszkola, które ma w swojej ofercie zajęcia z dziennikarstwa, jogę, ekologię, język japoński i fotografię. No ludzie, opamiętajcie się. Biznes na dzieciach robicie?

W każdym razie dzieci, które mają więcej obowiązków niż rodzice, czują ogromną presję. I wystąpienie w takim programie wcale radosne dla nich nie jest. Żebyście tylko zobaczyli, jak płaczą, gdy odpadną. Serce się kroi. Chcecie mi powiedzieć, że to dla nich pozytywne przeżycie? Dziecko będzie miało poczucie, że zawiodło rodziców. A oni przestaną je kochać. Można dziecku tłumaczyć, że nic się nie stało, ale uraz pozostanie. Nie wspomnę już, jak samo doświadczenie wpływa na dziecko.

Chyba każdy kojarzy wybory mini miss. Co to jest? Te 7 letnie dziewczynki wymalowane, wystrojone całymi dniami ćwiczą do występu. Chcecie mi wmówić, że tą lubią? A skąd wiecie? Żadne dziecko się do tego nie przyzna, że jest zmęczone i nie chce już tego robić. Przecież rodzice sporo w to zainwestowali zarówno nadziei, jak i pieniędzy. Może tak drodzy rodzice, którzy wymyślają coraz to nowsze zajęcia dla coraz to młodszych dzieci, niech sami się wezmą za jogę, a dziecku pozwolą być dzieckiem z taką ilością wolnego czasu, na jaką zasługują i niech ich kreatywność rozwija się swoim tempem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *