statystyki

Potykając się o kamyk

Ostatnimi czasy natrafiłam na mrożące krew w żyłach statystyki. Nie chodzi mi tu o ilość zbrodni, czy też liczbę uwiecznionych na zdjęciach duchów. Zobaczyłam ile osób, nie czyta książek!

„Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła.”

Wisława Szymborska

Nie sądziłam, że dożyję czasów, w których trzeba będzie organizować kampanie przekonujące ludzi do czytania książek. Wydawało mi się, że czytanie książek jest tak samo ważne, jak oddychanie czy jedzenie – pozwala nam się rozwijać. Tymczasem okazuje się, że 60% Polaków nie przeczytało w 2015 roku, ani jednej książki. Ja wiem, że realia są inne. Że młodzi ludzie czytają blogi, a tego statystyki nie uwzględniają. Blogi w dzisiejszych czasach, też są bardzo ważnym źródłem wiedzy i rozrywki. Wydaje mi się jednak, że książki to książki. Nie mówię tu o bardzo poważnym zaburzeniu, jakie posiadam, czyli kupowanie i czytanie książek w ilościach hurtowych, obowiązkowo w papierowych wersjach – ebook mnie nie przekonuje, aczkolwiek doceniam.

Książki towarzyszą nam od dzieciństwa. Pamiętam jak moja mama czytała mi „Baśnie” H. Ch. Andersena lub wiersze Jana Brzechwy. Niektóre z nich i ja i mama pamiętamy do dziś. Później garnęłam się do czytania samodzielnie, choć szło mi to mozolnie. Pierwszą książką przeczytaną samodzielnie od dechy do dechy, ze zrozumieniem były „Przygody Filonka Bezogonka”. Ile emocji mi przy tym towarzyszyło. Smutek, radość, żal. Myślę, że wtedy też zaczęła się rozwijać moja kreatywność, ponieważ samodzielne czytanie ogromnie ubogacało moją wyobraźnię.

Była też „Oto jest Kasia”. Trochę utożsamiałam się z główną bohaterką. Gdy miałam 9 lat, urodziła się moja siostra. Dzięki tej książce nie tylko nie chciałam się siostry pozbyć, ale od razu ją pokochałam. Bo wiedziałam jakie konsekwencje niesie za sobą bezsensowna zazdrość. No i przyszedł czas na moją ukochaną książkę „Ania z Zielonego Wzgórza”. Nawet pamiętam, jak ją czytałam. Zimą, przy kaloryferze, otulona kocem. Przeczytałam ją chyba w dwa dnia. I pamiętam, że wtedy po raz pierwszy przeżyłam to straszne uczucie. Rozstania z bohaterem. Było mi tak strasznie smutno. Jakby mnie opuściła moja najlepsza przyjaciółka. Na szczęście były kolejne części.

Ta trauma pozostała mi do dziś. Instynktownie wybieram te najgrubsze książki, żeby przygoda z książką tak szybko się nie skończyła. Pamiętam też, że miałam swoją ulubioną tradycję. Otóż na każde wakacje przygotowywałam sobie książkę specjalną. Taką jak „Wakacje z duchami”, Pan Samochodzik i templariusze” czy „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”. Moje pierwsze spotkania z kryminałem. Mieszkałam na najwspanialszej wsi pod słońcem. Z utęsknieniem czekałam na wakacje, piękną pogodę i całodzienne zabawy z moją wiejską ekipą. Wakacyjne książki oprócz radości czytania dawały jeszcze jedno – pomysły na zabawę. Raz skończyło się to krwawo – bliznę mam do dziś. Wspaniały czas.

Później rozpoczął się czas lektur szkolnych. Przeczytałam wszystkie poza jedną – „Krzyżacy”. Ja nie wiem, co mi się w niej nie podobało, ale nie byłam w stanie przebrnąć przez kilka pierwszych stron. Pamiętam, że mama przygotowała mi wtedy karę okrutną (oczywiście według niej nie była to kara, robiła to z troską o mnie). Otóż pewnego pięknego dnia przyniosła do domu kasetę z filmem „Krzyżacy”. Stwierdziła, że to moja lektura i muszę wiedzieć, o czym to jest (streszczenia lektur jeszcze nie były takie popularne).

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że musiałam obejrzeć ten film z 10 razy, aby mama miała pewność, że zrozumiałam, o co w nim chodzi. Od tamtej pory dla swojego bezpieczeństwa czytałam wszystkie lektury, nawet te nieciekawe. Bo były te bardzo ciekawe i te mniej, ale z perspektywy czasu na pewno wszystkie były potrzebne, aby móc poznać świat takim, jaki był wtedy, gdy książkę pisano.

Książki to mnóstwo radości. Pamiętam, jak moja siostra była mała i zachęcałam ją do czytania. Opowiadałam jej, że czytanie to magiczna podróż do innego świata, gdzie wraz z bohaterem przeżywasz przygody. Możesz się nawet potknąć wraz z nim o kamień. Siostra popatrzyła na mnie jak na wariata i moją zachętę zignorowała. Po jakimś czasie, gdy czytałam książkę, podeszła do mnie i zapytała: „potknęłaś się już o ten kamień?”. Sarkazm towarzyszył jej od dziecka, ale radością z czytania udało się zarazić.

Książka może też pomóc w wyborze drogi życiowej. Tak przynajmniej było w moim przypadku. W liceum, jak jeszcze nie miałam sprecyzowanych swoich planów na życie, poza tym, że chciałam pomagać, wypożyczyłam książkę – „Wstęp do psychoanalizy” Z. Freuda. No i stało się. Już wiedziałam, że będę psychoterapeutą. Na tamten moment wydawało mi się to genialne. Poszłam na studia pedagogiczne, aby zaraz po nich pójść na 4 letni kurs psychoterapii. W trakcie kursu trochę inaczej zaczęłam patrzeć na tę książkę. Wiele rzeczy nie jest już aktualne. Natomiast sentyment do tego człowieka i do tej książki pozostał.

Na każdym etapie naszego życia różne książki odgrywają różne role. Nie chcę tu wygłaszać truizmów, że książki uczą, bawią, rozwijają – choć to wszystko prawda. Wydaje mi się, że nie można nikogo do czytania zmusić. Natomiast każdy powinien przynajmniej spróbować zacząć przygodę z książką, nie poddając się na starcie, bo można natknąć się na naprawdę słabe książki lub takie, które nie są w naszym guście. Chociaż poszukiwanie swoich książek też jest niezwykle interesujące. Czasami sięgamy po jakąś książkę, która uruchamia lawinę kolejnych.

Tak czy owak, kocham czytać, nie zamierzam przestać. Czytajmy! Książki są super!

 

2 komentarze

  • Zawsze z chęcią przeczytam coś o książkach i czytaniu, ten temat nigdy mi się nie znudzi. Sama czytam głównie na czytniku, bardzo to sobie chwalę, ale wciąż czytam mniej niż bym chciała.
    Ale z tym zdaniem niekoniecznie się zgadzam: „Nie sądziłam, że dożyję czasów, w których trzeba będzie organizować kampanie przekonujące ludzi do czytania książek.”
    A były kiedyś czasy kiedy czytelnictwa nie trzeba było promować? W PRLu statystyki czytelnictwa nie były lepsze niż teraz (o ile je prowadzono rzetelnie), ze swojego dzieciństwa w latach 90. pamiętam, że w każdej klasie był „łącznik z biblioteką” i mieliśmy lekcje biblioteczne i każdy był zobowiązany do wypożyczenia książki, czyli jakby nie patrzeć promowanie czytania książek. Przed wojną z kolei raczej likwidowano analfabetyzm. Owszem „elita” czytała książki tak jak i dzisiaj czyta. Dlatego moje zdanie na ten sam temat brzmiałoby „Nie sądziłam, że dożyję takich fajnych czasów, w których organizuje się świetne kampanie przekonujące ludzi do czytania książek”.
    Pozdrawiam, Asia

    • Dzięki za komentarz. Zgadzam się z nim w 100%. Rzeczywiście to zdanie wyszło mi niezgrabnie 🙂 sama pamiętam czasy jak dostawało się w szkole nagrody za najwięcej przeczytanych książek w klasie/szkole. Ale zawsze wydawało mi się że jest to w skali mikro. A w obecnych czasach powstają kampanie globalne (bo takie czasy). Angażują znane osoby (i to akurat spoko) aby swoją osobą reklamowały czytanie. I o to mi chodziło, że są to wielkie kampanie społeczne tak jak w przypadku np. szczepień. A w moim odczuciu jeśli ktoś organizuje kampanie społeczne to problem jest spory. Ale pewnie różnica miedzy poszczególnymi latami tkwi po prostu w możliwościach organizacyjnych. Sama nie wiem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *