yuccies

Jaki jest Yuccie?

Niełatwo w dzisiejszych czasach być hipsterem, zwłaszcza że teraz panoszą się Yuccies. Tak długo stawałam się hipsterem. Znalazłam modne mieszkanie na Kazimierzu z nutką retro, kupiłam sobie rower i stary sweter. Noszę okulary, choć nie muszę. Jakimś dziwnym trafem udawało mi się coś zarobić, bo jestem kreatywna.

A teraz? Wszystko runęło. Teraz nie wystarczy mieć stylówy i pomysłów. Teraz trzeba wcielać to w życie. Taka moda. Trzeba być kreatywnym i zarabiać mnóstwo kasy np. zakładając sklep z eco kawą. Jak oni to robią? Już nie mogę dłużej siedzieć w mleczaku i pracować nad projektem. Muszę zacząć iść dalej. Ale może zanim, to popracuję nad projektem „jak znaleźć uczciwą pracę”. Tylko w taki sposób uda mi się coś osiągnąć. Chyba trzeba zacząć jak w coachingu. Jakie są moje mocne strony? Hmmm… Potrafię komunikować się z ludźmi, dość dobrze. Potrafię rysować i dobrze gotuję, chociaż Masterchefem nie będę. Robię też dobre zdjęcia, ale kto ich dzisiaj nie robi. Aha najważniejsze, szydełkuję (nie myślcie, że to atrybut babci – to jest teraz modne!), ale nie da się z tego utrzymać, można mieć jedynie własnoręcznie wydziergane, oryginalne szaliki. Co dla hipstera jest gratką. W tej wsi, w której mieszkam, pewnie się nie dorobię, bo jedyne co mogłabym robić kreatywnego to sprzedawać obwarzanki na Wawelu w kształcie smoka. Trzeba jechać do Warszawy. Tam wszystko się zaczyna, tam każdy może zostać gwiazdą, tam spełniają się marzenia. Ale zanim, to muszę pozamykać tu kilka rzeczy. A zatem dzwonię do Zośki.

Zośka – zakręcona laktoowovegefreeganka (czasami zastanawiam się, czy coś je), która jeździ rowerem, ale pewnie już niedługo, bo coraz bardziej zastanawia się, czy go nie męczy i czy nie zacząć chodzić pieszo (jak ją znam, jeszcze trochę go pomęczy, bo jest leniwa). Aktualnie pracuje w salonie sukien ślubnych i szczerze swojej pracy nienawidzi. Zawsze chciała zostać piosenkarką, bo dzieci w latach 90. miały mało skomplikowane oczekiwania i marzenia. Śpiewać, jak się później okazało, nie potrafi i po skończeniu socjologii musiała rozejrzeć się za jakąś pracą. I znalazła, najpierw sprzedawała w małym osiedlowym spożywczym, później w większym markecie, aż przerzuciła się ze spożywki na ciuchy. Zawsze marzyła o pięknym ślubie, więc lubiła przechadzać się ul. Długą i chłonąć ślubne klimaty, marząc o tym, że i ona kiedyś będzie mogła z nich skorzystać (jest nieuleczalną romantyczką, która poszukuje księcia, rozgoryczoną faktem, że William jest zajęty, a Harry jej się nie podoba). I kiedy tak szła, zobaczyła ogłoszenie o pracę. Weszła tam i tak już została. Poznałyśmy się kiedyś na domówce (gdy byłam na studiach były domówki). Zabawna tak, jak ja, więc od razu znalazłyśmy wspólny język. Znamy się już 9 lat, więc jest dla mnie ważną osobą, na tyle ważną, że liczę się z jej zdaniem (poza kwestią żywienia, lubię mięso i póki co nie uda jej się tego zmienić).

– Cześć Zośka, przeprowadzam się do Wa-wy!

– Co? Na głowę upadłaś? Zawsze uważałaś, jest to miasto snobów, którzy żyją pozorami, chcieliby mieszkać w Krakowie, ale nie mogą i dorabiają sobie ideologię, że to miasto nie jest dla nich, bo by ich ograniczało. Poza tym kochasz Kraków. Poza tym, jak możesz mnie zostawić! Ale zaraz, bo się nakręciłam, po co chcesz tam jechać?

– Dziękuję, że udzieliłaś mi głosu. Otóż muszę coś zrobić ze swoim życiem, bo jako emerytowany hipster niczego już nie osiągnę. Muszę się rozwijać i muszę iść do porządnej, ale kreatywnej pracy. Słyszałaś o Yuccie?

– Jaki? Takie zwierzęta, no słyszałam. Zamierzasz szyć z nich futra? Pogięło Cię? Ja nawet nie chcę o tym słyszeć. Nawet jeśli uważasz, że pusta warszawka to kupi. Przestanę się do Ciebie odzywać.

– Skończyłaś? Yuccie to nowy, lepszy hipster. To wzór niedościgniony. Mieszkają w super miejscach, cały czas zajmują się czymś kreatywnym i jeszcze im za to płacą. Rzucają pracę, żeby zająć się np. sprzedażą drewnianych okularów. Wyobrażasz to sobie?

–  Ty chyba oszalałaś, Ty nawet pracy nie masz, żeby móc ją rzucić. Mówię Ci, daj sobie już spokój z tymi dziwactwami. Twoja mama już i tak ma dość, że nie pracujesz jak człowiek, tylko coś ciągle wymyślasz. Idź do normalnej pracy, znajdź sobie kogoś, kto nie jest homoseksualistą i zacznij żyć. Masz 30 lat na miłość boską!

– I kto to mówi? Laska, która nie może się zdecydować czy zjeść coś ze śmietnika, czy coś, co samo spadło, a może coś, co nie jest tym, co jedzą normalni ludzie. Sama się ogarnij i nie mów mi kogo i kiedy mam znaleźć, bo jak na razie Olaf jest jedyną – jak widać – osobą, która mnie rozumie, a Ty pogrążasz się w coraz większej depresji, odkreślając ile kobiet w tym miesiącu kupiło sukienki i bierze ślub.

– Ok, to pędź do niego, na pewno Cię pocieszy, ja wracam odliczać klientki!

I taka jest z nią zawsze rozmowa, zachowuje się jak matka, która wie lepiej, a jest przyjaciółką. Musi mnie wspierać, zgadzać się ze mną, być przy mnie. Chyba przy najbliższej okazji kupię jej jakiś amerykański poradnik „Jak być dobrą przyjaciółką w 10 dni”. I tak wiem, że zadzwoni do mnie przy najbliższej sytuacji, gdy będzie potrzebowała poradzić się, w co się ubrać na randkę lub zechce obgadać klientkę, która waży 90 kilo a marzy o sukni w stylu Anji Rubik.

Wyrwani z kontekstu to zaprzeczenie XIX-wiecznej idei powieści w odcinkach. Cyklicznie ukazujące się fragmenty są wyrwane z kontekstu, podobnie jak ich bohaterowie – ludzie, którzy sami nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają, współcześni trzydziestolatkowie, przedstawiciele generacji, którą badano już tyle razy, że spokojnie można by uznać ją za jednostkę chorobową. Wychowani na mainstreamowej papce lat 90., teraz wegetujący na uboczu społeczeństwa lub wijący sobie wygodne kontrkulturowe gniazdko na zgliszczach tradycyjnego społeczeństwa. Nieodróżniający rzeczywistości od mieszaniny popukuturowej ułudy i rojeń o własnej wyjątkowości.

Autorką ilustracji jest WitchArt, która rysuje, odkąd pamięta, studentka etnografii i antropologii kulturowej. Interesuje się kulturą Dalekiego Wschodu, stąd też w rysunkach pojawiają się elementy mangi, połączone z jej własnym stylem. Swoją przygodę z tabletem graficznym rozpoczęła od niedawna. Tworzy rysunki do gier planszowych, różnych publikacji oraz blogów.

2 komentarze

  • Podoba mi się! Parafrazując niegdysiejsze stwierdzenie Marcina Świetlickiego „kawał nadgniłego literackiego mięsa” puentujący naszą rzeczywistość, niczym wizyta w gabinecie luster to niezła porcja strawy duchowej na wieczór. Tak dalej. No i muszę to przyznać – rysunek w dechę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *