urzędnik

Urzędnik z duszą artysty

Pójdę do Olafa i jemu o tym opowiem, on mnie zrozumie. Jest oczytany, obraca się w kręgu modnych, bogatych artystów. A Zośka, no cóż, niech je te swoje kiełki.

Olaf: gej, który skończył łódzką filmówkę. Jego idolem jest Dolan, ale z racji tego, że mieszka w Polsce a nie w Kanadzie, może kręcić filmy pokroju Smarzowskiego. W ramach pracy dyplomowej nagrał dokument o mleczaku i jego stałych bywalcach (może mniej spektakularny niż film o tym, dlaczego chce się zabić swoją matkę ), ale dostał dobrą ocenę i to miało mu otworzyć wrota kariery.

Jak się później okazało pierwsze zlecenie, które przyszło to pomoc w nagraniu reklamy płatków śniadaniowych (a jakże!), ale gdy w rolach głównych chciał obsadzić dwóch gejów jedzących wspólne śniadanie, drzwi kariery, które się na chwilę przed nim uchyliły, zamknęły się z hukiem. I owszem ma ambitne plany i projekty, ale czeka z nimi, aż wyjedzie za granicę, bo tutaj niczego mu nie pozwolą zrobić. Dlatego póki co musi na wyjazd zarobić i pracuje w Urzędzie Miasta w dziale meldunkowym, bo mu stryj załatwił i nie przyznaje się nikomu, że jest gejem.

Chociaż jest najlepiej ubranym urzędnikiem, jakiego znam i dziwię się, że jeszcze nikt się nie domyślił. Zresztą jak się dowiedziałam, że będę miała przyjaciela geja, aż zapiszczałam z radości. Naczytałam się tyle amerykańskich książek o kobietach i przyjaciołach gejach, że sama bardzo chciałam mieć, poza tym pasowało to do mojego wizerunku. Ale jak się okazało, nie jest tak kolorowo.

Nie przychodzę w nocy, żeby poradzić się w sprawie mężczyzn i nie pomagam mu w jego rozterkach, znacznie częściej dezynfekuję jego rany, które nabył, bo komuś nie spodobał się jego wygląd (bo z partnerem po mieście nawet nie próbuje wychodzić, bo to grozi utratą życia), albo udaję jego wieloletnią dziewczynę przed jego rodzicami, którzy już są starzy i dostaliby zawału na tę radosną wieść o jego orientacji. Są chodzącym szyldem głoszącym, że gender a tym samym homoseksualizm to zło i trzeba tępić.

Dzwonię zatem:

– Cześć przystojniaku, co robisz?

– Aha pokłóciłaś się z Zośką?

– Skąd wiesz?

– Bo już chwilę nie dzwoniłaś, bo chciałem się spotkać i nie miałaś czasu, bo mówisz do mnie przystojniaku i zapewne coś ode mnie chcesz, czego nie udało Ci się wyegzekwować od Zośki. Mam rację?

– Wiesz co przykro mi, że tak mówisz. Chciałam Cię usłyszeć. Tak to prawda, chciałam się Ciebie o coś poradzić, ale nie dlatego dzwonię. Ale jeśli masz zły humor albo chcesz się na mnie zemścić, to ok. Rozumiem.

– Czyli miałem rację, no trudno… Teraz nie mogę rozmawiać, bo mam w Urzędzie zamieszanie. Możemy się spotkać wieczorem we włoskiej o 19.

– Jesteś kochany… Dziękuję, będę. Już nie przeszkadzam do zobaczenia.

I właśnie dlatego kocham Olafa. On wie, jaki mam charakter, wie, że czasem zaniedbuję naszą przyjaźń, ale wie też, że jeśli tylko mnie potrzebuje, to rzucam wszystko i biegnę na pomoc. Cieszę się, że z nim pogadam, może rozjaśni mi w umyśle. A tymczasem muszę coś ze sobą zrobić. Przez to, że prowadzę niezobowiązujący tryb życia, zapominam, że moi znajomi są w pracy.

Wtedy muszę posłusznie czekać, aż skończą swoje 8 h i będzie się można spotkać jak z ludźmi. Do tego czasu zawsze wariuję. Nie mam co ze sobą zrobić i to w tych właśnie sytuacjach przychodzą mi do głowy jakieś mądre pomysły na życie, które później moi znajomi muszą mi wybijać przez tygodnie. Ale nie nie. Teraz mi niczego nie wybiją, nie uda im się. Jestem pewna, czego chcę i tylko potrzebuję potwierdzenia. Wymuszę je od nich, choćbym miała stracić całą życiową energię na to. Hmm to może pójdę na bulwary poleżeć, pogapić się na ludzi i zebrać myśli.

Wyrwani z kontekstu to zaprzeczenie XIX-wiecznej idei powieści w odcinkach. Cyklicznie ukazujące się fragmenty są wyrwane z kontekstu, podobnie jak ich bohaterowie – ludzie, którzy sami nie wiedzą kim są i dokąd zmierzają, współcześni trzydziestolatkowie, przedstawiciele generacji, którą badano już tyle razy, że spokojnie można by uznać ją za jednostkę chorobową. Wychowani na mainstreamowej papce lat 90., teraz wegetujący na uboczu społeczeństwa lub wijący sobie wygodne kontrkulturowe gniazdko na zgliszczach tradycyjnego społeczeństwa. Nieodróżniający rzeczywistości od mieszaniny popukuturowej ułudy i rojeń o własnej wyjątkowości.

Autorką ilustracji jest WitchArt, która rysuje, odkąd pamięta, studentka etnografii i antropologii kulturowej. Interesuje się kulturą Dalekiego Wschodu, stąd też w rysunkach pojawiają się elementy mangi, połączone z jej własnym stylem. Swoją przygodę z tabletem graficznym rozpoczęła od niedawna. Tworzy rysunki do gier planszowych, różnych publikacji oraz blogów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *