zwolnione

Wyrzucone

Masz 40 lat i wszystko udało Ci się zrealizować. Praca, rodzina, własne cztery kąty, podróże. Niczego już nie potrzebujesz oprócz spokoju. Jesteś szczęśliwym, spełnionym człowiekiem. Planujesz, co będziesz robić na emeryturze. Nagle szef wzywa Cię do gabinetu, a Ty naiwnie myślisz, że chodzi o awans.

Zwolnienie. Szybsze bicie serca. Uderzenie gorąca i migawki z życia jak przed śmiercią. Co ja teraz zrobię? Jak powiem rodzinie? A to dopiero początek piekła ludzi, którzy po czterdziestce tracą pracę. Często, później przyjdzie im stracić również i godność.

Kobiety, bo to o nich chciałam dzisiaj napisać, mają gorzej. Znacznie częściej są narażone na utratę pracy niż mężczyźni z prostego powodu – ciąży. Ich kariera zawodowa bywa bardziej burzliwa. Ciąża, poród, macierzyńskie, powrót do pracy, później druga ciąża, drugi poród i macierzyńskie. Rzadko spotyka się wyrozumiałego szefa, który spokojnie na nas poczeka np. rok, aż pozałatwiamy swoje sprawy. Szukanie pracy między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia, to zmora. Od razu pada pytanie, czy w najbliższym czasie planujemy powiększyć rodzinę?

Jeśli tak, co może być oczywiste i normalne, to mimo naszych wspaniałych umiejętności, pracy nie dostaniemy. A gdy ją dostaniemy i niespodziewanie zajdziemy w niedługim czasie w ciążę, to nie liczmy na szczególne traktowanie. Ale przyjmijmy, że ktoś nam tę pracę dał. Staramy się, jak możemy, bo wiadomo, ciężkie czasy i powinniśmy dziękować za taką możliwość. Nawet gdy w pracy jest ciężko. Szef wymaga, a my musimy coraz dłużej zostać w pracy, żeby temu sprostać. A czasem i w weekendy. Ogólnie mówiąc sporą część naszego życia, poświęcamy danej pracy. Doskonalimy się, rozwijamy.

Nagle ktoś nam mówi, że nie wystarczająco się staraliśmy, a wyniki naszej pracy są kiepskie. Nóż się w kieszeni otwiera, ale szef ma zawsze rację, nawet wtedy, kiedy nas zwalnia. Zostajemy bez niczego. Przecież wiadome jest, że pracy w podobnym sektorze nie znajdziemy, bo dla potencjalnego pracodawcy, to dość podejrzane, żeby ktoś w tym wieku, szukał pracy podobnej do tej, którą wykonywał. I wtedy zaczyna się powrót do przeszłości. Znów zastanawiamy się, kim być i znów jesteśmy skazani na chodzenie na rozmowy kwalifikacyjne, na których musimy przekonywać kogoś, że jesteśmy najlepsi. I to wszystko po prawie dwudziestu latach stażu pracy.

Wiele kobiet popada w depresję i nie jest sobie w stanie z tą sytuacją poradzić. Przecież ktoś powiedział, że nie jesteśmy wystarczająco dobre. My natomiast wiemy, że poświęciłyśmy każdą sekundę naszego życia, żeby właśnie być dobrym. Przychodzenie do pracy z gorączką, przynoszenie pracy do domu, brak czasu dla najbliższych, zrezygnowanie z macierzyńskiego. I taką dostajemy nagrodę.

Trzeba pomyśleć, że mamy rodzinę, kredyty, zobowiązania. Jedna pensja partnera tego nie pokryje. Musimy natychmiast szukać czegoś innego. Tylko jak to zrobić? Często okazuje się, że umiejętności, które nabyłyśmy przez wiele lat w danej pracy nie są uniwersalne. Musimy swoje umiejętności zweryfikować, uzupełnić. Języki, kursy, studia podyplomowe. Doskonale, ale nie mamy tyle czasu. Trzeba działać szybko. Rejestracja w Urzędzie Pracy nie wystarcza. Należy działać we własnym zakresie. Rozsyłanie CV. Pytanie znajomych. Mija dzień za dniem, nerwowo odświeżamy pocztę i z drżącą ręką sprawdzamy, czy ktoś nie dzwonił. Cisza. Czas mija. Coraz więcej stresu. Zbliżają się terminy spłat rachunków, a nasze ewentualne, oszczędności topnieją. W związku zaczyna być nerwowo i mimo że byliście zgodną parą, emocje biorą górę. Czujemy presję, że powinnyśmy coś szybko znaleźć i najlepiej dobrze płatne. Ale co?

Wtedy trzeba zdecydować się na wzięcie pracy poniżej naszych umiejętności. Rozważamy wyjazd za granicę. Mało kto może sobie na spokojnie usiąść i przeanalizować, jakie ma mocne strony i co może robić, żeby później zapisać się na kurs, albo otworzyć własny biznes. Nie dość, że ktoś nas zwolnił, boimy się o nasze finanse i w związku czuć napięcie, to jeszcze musimy robić coś, na co nigdy byśmy się nie zdecydowali. O przyzwoitym wynagrodzeniu nie ma mowy.

To ciężki czas zarówno dla kobiety, jak i całej rodziny. Tu skupiłam się na kobietach, ale mężczyzn dopada ten sam problem. Często może okazać się tak, że mężczyzna, który jako jedyny pracował, straci posadę i rodzina zostaje bez niczego. Warto pamiętać, że bez względu na wszystko, trzeba się wspierać. Nie można osoby, która straci pracę, traktować jako winną tej sytuacji. Oczywiście może się tak stać, że ktoś, kto nagminnie się do pracy nie przykłada, zostanie zwolniony, ale nie mówimy tu o takiej sytuacji. Osoba, która po wielu latach stażu straci pracę, staje przed poważnymi problemami: finansowymi, utraty własnej wartości, a także panicznego lęku o przyszłość. Gdy do tego dochodzą kłótnie z partnerem albo brak wsparcia ze strony rodziny, polegający na docinkach typu: „no to musiałaś za mało się starać”, łatwo popadamy w coraz większy smutek i tracimy nadzieję, że cokolwiek nam się uda.

Mamy szczęście, jeżeli natrafimy na osoby, które kopną nas, tam gdzie trzeba i okażą wsparcie i pomoc, bo nigdy nie wiemy, w jakiej sytuacji możemy się sami znaleźć.

 

Pedagog, psychoterapeutka. Lubię włoskie jedzenie, filmy i koty.

6 komentarzy

  • Szanowna Pani,

    Czy rzeczywiście sądzi Pani, że potencjalnego pracodawcy nie ma prawa interesować, czy w najbliższym czasie straci Specjalistę, którego zatrudnia właśnie po to, żeby uzupełnić braki? Czy uważa Pani za nielogiczne, że dla mnie jako pracodawcy, nawet najwybitniejszy Specjalista traci wartość, gdy mogę korzystać przez rok z jego umiejętności, zwłaszcza, że potrzebuję go właśnie teraz, do realizacji konkretnych projektów?
    Czy zgodnie z Pani tokiem rozumowania osoba, która przepracowała w jednej firmie 20 lat, ma w niej zostać tylko i wyłącznie z powodu tego długiego stażu? Zapewniam Panią, że żaden rozsądny pracodawca nie zwolni osoby, które generuje mu zyski.
    Współczuję Pani, bo ma Pani bardzo roszczeniowe podejście do życia i czeka Panią wiele rozczarowań, jeśli go Pani nie zmieni.

    • Szanowny Pracodawco,

      Przeczytałem Pański komentarz i jestem delikatnie mówiąc zdumiony. Jest Pan najlepszym dowodem na to, że Polska nie jest już postkomunistyczna, ale nie jest też mentalnie na Zachodzie. Polscy przedsiębiorcy nauczyli się już, żeby szanować klienta, ale dalej gardzą pracownikiem. Oczywiście nie zgadzam się ze wszystkimi tezami tego artykułu, ale popieram jego główny przekaz. Pan pisząc o ludziach, generujących zyski i Specjalistach, z których Pan „korzysta” przez rok lub więcej jest kwintesencją tego instrumentalnego podejścia. Ludzie to nie cyferki w bilansach. Mądry przedsiębiorca to człowiek z pasją i ogromnym szacunkiem do ludzi, który nie buduje firmy, lecz wielką rodzinę. Pewnie słyszał Pan o amerykańskich eksperymentach z krótkim czasem pracy, o elastycznym urlopach, o biznesmenach, którzy rozdzielają roczny zysk po równo między wszystkich pracowników. To jest dopiero imponujące. Bo pracownik, którego się doceni, będzie umiał się odwdzięczyć i dać z siebie 100%. Dlatego do każdego warto podchodzić jak do człowieka – starać się o niego, pomóc mu w trudnej sytuacji, przeczekać ten okres, nawet jeśli w danym momencie narazi nas to na straty. Niestety symbolem przedsiębiorczości polskiej od lat 90. są nieszczęśni restauratorzy których odwiedza Magda Gessler – ludzi, którzy kupują jakąś padlinę, płacą kucharzom 700 zł i chcą świat zawojować. Dzisiaj jest 2016 i zmieniło się tylko podejście do klientów – właściciel kupuje już najlepszej jakości wołowinę, a sommelier nadskakuje gościom, ale personelem pomiata się dalej. A siłą jest człowiek. Dlatego czasami zamiast wydawać kasę na kretyńskie zdehumanizowane raporty HR-owców dotyczące efektywności w odniesieniu do ustawienia ekspresu do kawy, warto po prostu być człowiekiem i dbać o ludzi. Na pewno się odwdzięczą. Poza tym, o tyle, o ile jest tu miejsce na merytoryczne uwagi dotyczące tekstu, o tyle personalne przytyki proszę sobie zachować dla siebie, bo kim Pan właściwie jest, żeby pouczać ludzi odnośnie skomplikowanych relacji podejście do życia – efektywność w firmie? Billem Gatesem? Donaldem Trumpem? Trochę pokory. Ja wykonuję wolny zawód, nie rządzę nikim, ani nikt nie rządzi mną i ta sytuacja najbardziej mi odpowiada. Wszystkich swoich kontrahentów staram się traktować w porządku

  • Szanowny Panie,
    obawiam się, że nie czytał Pan dokładnie mojego wpisu. Przypadek, który opisałam wydarzył się naprawdę. W bardzo znanym banku wymieniono starą kadrę na nową (chodzi tu za równo o staż pracy jak i wiek). Wśród tych osób była moja ciotka, która opowiedziała, jak to się odbywa. W każdym razie, trudno uwierzyć żeby 10 czy 20 osób drastycznie, naruszało normy pracy. I o takie zwolnienia mi tu chodzi – bezpodstawne. Jak zresztą wynika z tego fragmentu „Oczywiście może się tak stać, że ktoś, kto nagminnie się do pracy nie przykłada, zostanie zwolniony, ale nie mówimy tu o takiej sytuacji.”

    Jeśli chodzi o Pana refleksję na temat tego „Czy rzeczywiście sądzi Pani, że potencjalnego pracodawcy nie ma prawa interesować, czy w najbliższym czasie straci Specjalistę, którego zatrudnia właśnie po to, żeby uzupełnić braki?”. Otóż posłużyłam się przykładem młodych kobiet w przedziale 20-30 lat. Tak się składa, przynajmniej z biologicznego punktu widzenia, że jest to najlepszy czas aby urodzić dzieci. Tym samym jest to czas, kiedy kobieta kończy studia i szuka pracy. Dyskwalifikowanie jej jedynie z powodu potencjalnego zajścia w ciążę jest moim zdaniem nieetyczne. Oczywiście, każdy pracodawca ma prawo mieć wymagania jakie tylko chce. Tylko, że mówienie kobiecie na rozmowie kwalifikacyjnej, że nie będzie przyjęta, bo jest po ślubie, a więc w domyśle za chwilę pojawią się dzieci, jest niezgodne z prawami człowieka. Sama przez taką rozmowę przeszłam i proszę mi uwierzyć, że zapewnienia, że nie planuję w najbliższym czasie ciąży na niewiele się zdały. Wydaje mi się, że podczas uczciwej rozmowy takie kwestie można ustalić. Pracodawca mówi: potrzebuję kogoś przez rok do projektu i dorosła osoba, albo na to przystaje albo nie. Ale musi mieć wybór.

    Co do kwestii „Czy uważa Pani za nielogiczne, że dla mnie jako pracodawcy, nawet najwybitniejszy Specjalista traci wartość, gdy mogę korzystać przez rok z jego umiejętności, zwłaszcza, że potrzebuję go właśnie teraz, do realizacji konkretnych projektów?”. Oczywiście, tak jak powiedziałam wcześniej ma Pan prawo stawiać warunki swoim pracownikom takie, jakie się tylko Panu podobają. Jeśli się ktoś na to zgadza, nie ma problemu. Ale jeśli przyjęty pracownik zajdzie w ciążę, albo będzie miał wypadek, to znaczy że jest bezużyteczny? Bo jeśli jest wybitnym specjalistą, to stwarza mu się warunki do tego, aby urodził/wyzdrowiał i jak najszybciej wrócił, a nie się go zwalnia lub nie zatrudnia w ogóle. W końcu ktoś stał się wybitnym specjalistą właśnie dlatego, że ktoś przed nami dał mu szansę i nie skreślił ze względu na wiek lub płeć. Proszę pomyśleć, że naszym matkom też ktoś dał szansę, żeby mogły urodzić Pana lub mnie.

    Tak się składa, że nie mam roszczeniowego podejścia do życia. A nawet jeżeli je mam, to mam prawo, bo od kilku lat prowadzę własną firmę i obawiam się, że w związku z tym nie spotka mnie wiele rozczarowań. Jedynie co, to opisuję sytuacje, które się dzieją, bo prawo pracy niczego nie chroni. Jestem psychoterapeutką od 6 lat i przychodzą do mnie osoby, które spotykają się z wyjątkowym okrucieństwem ze strony pracodawców. Nie można o tym milczeć. Bo tak jak piszę, wyrzucona kobieta po czterdziestce bardzo często nie potrafi znaleść godnej pracy i gdy nie ma sił i zaplecza finansowego, niewiele może zrobić.

    Tak się też składa, że sama jestem pracodawcą. Dobrym czy złym, nie mnie to oceniać. Nie mnie oceniać też to, że ktoś nie będzie dobrym pracownikiem, tylko dlatego, że weźmie roczny urlop ze względu na dziecko. Nie wiem czy się Pan orientuje w psychoterapii, ale ta praca nie pozwala psychoterapeucie, odchodzić na długie zwolnienia, bo pacjenci bardzo źle to znoszą. Nie mniej jednak w tej branży jest bardzo dużo psychoterapeutek z dziećmi, bez dzieci, w ciąży. Bo taka jest ludzka natura. Musimy pracować, ale i powiększać rodzinę. Ze swojej strony zatrudniam osoby młode, które być może lada moment będą chciały założyć rodzinę. A ja z racji tego, że zatrudniam wspaniałe osoby im na to pozwolę i poczekam. Bo oprócz bilansów zysków i strat jest coś takiego jak człowieczeństwo.

  • Panie Damianie,
    Dziękuję za komentarz. Bardzo chętnie zapoznam się z tym z czym się Pan nie zgadza odnośnie postu. Dziękuję również, za pewnego rodzaju „obronę”, ale myślę, że słowo obroni się samo 🙂 Pozdrawiam

  • Dobrze napisane 🙂 Trudne sytuacje. ale niestety się zdarzają. Mam nadzieję, że w raz ze zmieniającym się rynkiem pracy, na rynek pracownika, będzie ich coraz mniej. Utrata pracy po 40-tce, czy 50-tce przy nie spłaconym kredycie hipotecznym nie jest niczym przyjemnym. I nie ważne czy dla kobiety czy mężczyzny.
    P.S.
    Dziwnie mi się czytało teksty pisane na takim samym szablonie jak moje 😉

    • Dziękuję za komentarz. Ja rownież mam nadzieję, że sytuacja się zmieni. Przecież szef nie zrobi nic bez pracownika. A co do szablonu, to zabawne, bo to nie taki częsty motyw 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *