podglądania

Talent do podglądania

Wojeryzm, czyli podglądactwo. Dewiacja polegająca na uczuciu przyjemności podczas podglądania innych. Dotyczy niemalże każdej osoby, bo kto nie lubi oglądać zdjęć celebrytów z ukrycia lub zajrzeć, co się dzieje u sąsiada w ogrodzie.

Tego typu ukryte pragnienia dobrze są znane osobom robiącym telewizję. Kto z nas nie oglądał Big Brothera? Idąc dalej, wszystkie programy są stworzone w ten sposób. W Perfekcyjnej Pani Domu zaglądamy w każdy kąt pokoju kury domowej i liczymy kłęby kurzu. W talent show typu Mam Talent przenosimy się na chwilę do domu uczestnika programu i dowiadujemy się od jego babci, jaki to zdolny jest jej wnuczek. W Top Model zaglądamy wręcz w majtki osoby, która chce być kobietą, ale urodziła się mężczyzną.

Tych programów jest tysiące. Zaspokajają w nas różne potrzeby. Przede wszystkim te, że ktoś ma gorzej lub wygląda gorzej. Dostarczają nam taniej rozrywki i reżyserowanych wzruszeń. Pozwalają, choć na chwilę zapomnieć o swoich problemach. Są też niewymagające pod względem skupienia uwagi, dlatego najchętniej sięgamy po nie po pracy. Żeby się odprężyć. Wielu ludzi ma nawyk włączania telewizora zaraz po przyjściu z pracy. Niektórzy w ten sposób zagłuszają samotność lub jakieś niewygodne myśli. Gdy gotujemy, mamy wolną sobotę, sprzątamy, to lubimy sobie włączyć cokolwiek, byleby w tle coś się działo. To sprawia, że nie potrafimy odpocząć, wyciszyć się. Żyjemy w głośnym świecie, pełnym samochodów, ludzi, dźwięków. W każdym sklepie, restauracji gra muzyka. Mało w naszym życiu ciszy. Ciszy, która pozwala się zrelaksować, zastanowić nad sobą. Mając do wyboru taką ogromną ilość programów, zapewniamy sobie emocjonalny rollercoaster.

Mamy programu typu śmiej się i płacz. Weźmy dla przykładu The Voice Of Poland. Zanim uczestnik zacznie śpiewać, oglądamy fragment nagrania, w którym opowiada, jak stracił mamę, brata lub inną bliską osobę i jak bardzo z tego tytułu cierpi. Później ów uczestnik śpiewa przejmującą piosenkę, a nam zaciska się gardło i tylko z uwagi na nasz wiek i obecność innych osób w domu powstrzymujemy się od histerycznego płaczu.

Już nie wspomnę co się z nami dzieje, gdy okazuje się, że ten biedny pokrzywdzony przez życie uczestnik, którego jedyną radością jest śpiew, nie przechodzi. Powstają nawet grupy na fejsie żądające powrotu śpiewaka. A to wszystko jest parszywie uknute. Co do minuty zaplanowane. Ktoś doskonale wie, że wtedy będziemy płakać po to tylko, żeby po chwili śmiać się na całego. Na tym polega magia montażu. Robi się z nas histerycznych, rozemocjonowanych wariatów. Kilka takich programów w miesiącu i psychiatryk powita nas z otwartymi ramionami.

Trzymając się tematu emocji, nie możemy nie wspomnieć o programach z dziećmi w roli głównej. Właściwie są to chyba najbardziej chwytające za serce i rozbawiające do łez programy. Znane w Polsce od dawna. Może pamiętacie Duże Dzieci z Wojciechem Mannem jako prowadzącym. Najlepsza część programu, to ta, w której dzieci odpowiadają na pytania typu, kto to jest prezydent i co to jest gust? Tylko tam od 10 latka możemy usłyszeć, że najlepsza dziewczyna to taka, która ma 80 lat, 5 minut życia i 20 milionów na koncie. Najszczersza prawda, której dorosły, nie powiedziałby nigdy. Mamy jakąś potrzebę zachwycania się małymi zdolniachami. Jak dorosły człowiek usmaży schabowego, to nie ma szału, ale jak zrobi to 7-latek?

Są też programy pogłębiające już i tak niskie poczucie własnej wartości. To, co robią z nami te programy, jest okrutne. Po obejrzeniu kilku uświadamiamy sobie, że jesteśmy tak beznadziejni, że nie warto żyć. Nie potrafimy nic. Śpiewać, tańczyć, machać wstążką, jeść bigosu. Do gotowania nie powinniśmy nawet podchodzić, skoro 9-latek twierdzi, że gotuje od urodzenia i przygotowuje dania, których nazw nie jesteśmy nawet w stanie wymówić. I jak już stwierdzimy, że jedyne co nam wychodzi jako tako to sprzątanie i bycie kurą domową, to wtedy z odsieczą przybywa Pani Perfekcyjna i nagle okazuje się, że nie potrafimy nawet umyć naczyń i złożyć ręczników. Tyle w tym temacie. Tylko się powiesić. Oczywiście te programy nie mają na celu nas dobić. One chcą nas czegoś nauczyć. Gotowania, śpiewania, sprzątania. Nic tylko się uczyć.

I gdy już mamy dość naszego beznadziejnego życia przychodzą nam na ratunek programy dostarczające niezdrowej miejscami ekscytacji. Są tak irracjonalne, że pochłaniają nas do reszty. To, że nie potrafimy umyć podłóg, schodzi na drugi plan. Ważniejsze jest, kogo poślubi rolnik, czy gimnazjaliści dostają narkotyki w lizakach pod szkołą, jaką karę przyzna najgroźniejsza pani sędzia oraz dlaczego tak pyszny jest mięsny jeż. Nie jesteśmy w stanie uwierzyć jakiego rodzaju historie przeżywają ludzie. Kibicujemy jednym, nienawidzimy drugich. Śluby, zdrady, romanse, uzależnienia, utrata pracy, choroba. Najbardziej gorące tematy. Już kiedyś lud uwielbiał bawić się, oglądając ludzi rozdzieranych przez zwierzęta. Dziś oglądamy dwie baby, które ciągnął się za kudły, walcząc o tego jedynego, szczerbatego księcia.

W obecnych czasach programy pozwalają nam poradzić sobie z rozterkami typu, jaki kupić zegarek czy jaki mieć telefon. Już nie mówię tu o genialnym programie, jaki stworzyły sobie firmy, czyli Pani Gadżet. Program, w którym prowadząca przez pół godziny poleca nam różne często drogie gadżety rzekomo ułatwiające nam życie. W co akurat powątpiewam, bo co jeśli nagle te wszystkie gadżety w jednym czasie zrobią strajk i odmówią nam posłuszeństwa? Ale bywają też bardziej subtelne przekazy. Kiedy pani Gessler gotuje, nigdy nie zapomina pokazać, z dobroci serca oczywiście, jakiej przyprawy używa. Cóż byśmy bez niej zrobili? Po takim programie mamy gotową listę rzeczy do kupienia, nad którą nie musimy się zastanawiać, bo skoro kupuje je sama królowa…

Na deser smaczek. Program typu mieszanego. Czyli najgorętszy i najbardziej egzotyczny ze wszystkich. Hit tej jesieni. Azja Ekspres. Jest ktoś kto nie słyszał „nie mów do mnie teraz”? Jeśli tak, to albo jest głuchy, albo zamrożony. Przeczytałam milion artykułów, widziałam sto wywiadów i śledziłam wypowiedzi samych uczestników (tak poza tym pracuję i mam liczne zainteresowania). Jest tego całe morze, a to dopiero 3 odcinki. Te odcinki wystarczyły, żeby pokochać panią Rozenek-Majdan wtedy jeszcze Rozenek. Znienawidzić żonę/narzeczoną/współlokatorkę/córkę (niepotrzebne skreślić) pana Wojewódzkiego. Oraz zachwycić się wiedzą i szarmanckością pana Brodnickiego tudzież Pascala.

Celebryci wraz z przyjaciółmi musieli jeść obrzydliwe (przynajmniej dla nich) jedzenie, spać w kurnikach i stodołach, biegać po schodach i łapać stopa. Jednym słowem koszmar. Nie wspominając, że muszą żebrać o to obrzydliwe jedzenie, bo na przeżycie mają tylko jednego dolara dziennie. Na szczęście nic im się z tego tytułu nie stanie, bo przecież modelki i aktorki z reguły nie jedzą, a grubaski zrzucą kilogramy. I tak oglądamy sobie zmagania tych biedaków, którzy za kupę kasy robią z siebie ofiary ku uciesze zwykłych śmiertelników. Mamy w tym programie wszystko: łzy, śmiech, lokowanie produktu, popis talentów i przy okazji piękne widoki. Czego chcieć więcej?

Przy takiej ilości programów, każdy znajdzie coś dla siebie. Oglądanie ich nie jest przestępstwem. Niebezpieczne jest tylko to, że niektórzy w to wszystko wierzą. Że nie widzą kreacji, podsycania ciekawości i manipulacji emocjami. Kiedyś wynajmowałam z mężem mieszkanie od starszej kobiety. Jej mieszkanie i nasze były w jednej kamienicy. Normą stały się więc odwiedziny owej babci u nas oraz zapraszanie nas do siebie. Babcia była wielką fanką telenowel i programów paradokumentalnych. Jak tylko do niej przychodziłam, od razu dzieliła się jakąś historią, nie dowierzając, że coś takiego jest możliwe. I faktycznie, wszystkie te programy są na pograniczu fikcji i rzeczywistości. Nie grają tam aktorzy tylko „zwykli ludzie”, historie są z życia wzięte. Można się pomylić. No i są uzależniające, bo pokazują największe kontrowersje i tematy tabu.

Dlatego tak dużą popularnością nadal cieszy się Ewa Drzyzga i jej „Rozmowy w toku”. Specjalnie zaprasza tam takich frików, że aż trudno uwierzyć w ich istnienie. Ale wszystko jest dla ludzi. Jeśli tylko ktoś jest szczęśliwszy, oglądając taki program, to ok. Każdy ma prawo w swoim wolnym czasie robić, co chce. Chociaż trzeba przyznać, że mówienie o tym, że się takie programy ogląda, bywa wstydliwe. Ludzie się patrzą z pogardą. Jak można marnotrawić czas na takie barachło. Dlatego mało kto mówi o tym otwarcie. Moja ciotka kupuje kobiece czasopisma, bo jest ciekawa plotek, ale mężowi mówi, że dlatego, iż mają fajne przepisy na obiad. Akurat.

Oczywiście ja tych programów nie oglądam. Na ogół słucham muzyki klasycznej i czytam dobrą literaturę. Obejrzałam tylko kilka odcinków w celach czysto naukowych.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *