kreda

Śmiercionośna kreda

Kreda. Znamy ją ze szkolnych czasów. Zmora nauczycieli, którzy muszą ją wdychać przez całe życie. Zmora uczniów, którzy za jej pomocą rozwiązują na tablicy skomplikowane równania. Teraz także zmora mieszkańców pewnego warszawskiego osiedla.

Zacznijmy od początku. Kto z nas w dzieciństwie nie rysował na chodniku? Jak byłam mała, graliśmy z przyjaciółmi w klasy, państwa miasta i inne rysowane gry. Nie używaliśmy co prawda kredy, tylko kawałka cegły, ale zabawa była najlepsza pod słońcem. Ruch na świeżym powietrzu plus rozwijanie kreatywności. To plusy tego typu dziecięcych aktywności. Minusy? Nie przychodzą mi do głowy, bo przecież kreda czy cegła zmywają się przy pierwszym deszczu.

Nie wszyscy są jednak tego samego zdania. Kilka dni temu, pewna trzynastoletnia dziewczynka postanowiła spędzić swój wolny czas na dworze (mieszkam w Krakowie, ale pochodzę z Lubelszczyzny, gdzie słowo pole ma inne znaczenie). Wraz z koleżankami zaczęły malować kredą po chodnikach. Ta zabawa tak bardzo nie spodobała się mieszkańcom osiedla, że postanowili zainterweniować. Napisali więc pismo:

„Prosimy rodziców Julii o posprzątanie chodnika pomiędzy budynkami Kartograficzną 58b a Kartograficzną 58c po radosnej sobotniej twórczości córki…”

I moje ulubione:

„Jeżeli macie państwo kłopoty z zakupem kartek papieru dla Julii na twórczość plastyczną to my pomożemy.”

Każdy, kto z tą informacją miał do czynienia myśli sobie, co te dziewczynki tam napisały? Przekleństwa? Szatan, szatan, szatan? Czy może np. pan z 14. to idiota? Otóż nie. „Radosna twórczość” dziewczynek to kwiatki i motylki. Oburzające. Oczywiście to skandaliczne zachowanie dziewczynek i heroiczna walka o czyste osiedle nie przeszły bez echa. W sekundzie na fejsie powstało zdarzenie namawiające do słodkiej zemsty. Ludzie pisali: zbierzmy się i zamalujmy im to osiedle na maksa. Jak zapowiedzieli, tak zrobili. Wszystko nagrane i wyemitowane w jednej ze stacji telewizyjnych. Jak się z tym wszystkim zapoznałam, nasunęły mi się pewne wnioski.

Po pierwsze. Ochrona.

Osiedle nowe, wybetonowane, śliczne. Każdy takie zna, każdy takie widział. Ja w takim mieszkam. Od roku. I to, co zaobserwowałam, to to, że mieszkańcy takich nowoczesnych komun to jacyś faszyści. To, co się u mnie dzieje również zasługuje na uwagę. Chęć mieszkania w perfekcyjnej, czystej przestrzeni odbiera ludziom mózg. Mam nadzieję, że nie bezpowrotnie. Przykład? Proszę bardzo. Deweloperzy, sprytne bestie, dali nam kilka miejsc postojowych przed blokiem oraz bardzo dużo pod blokiem. Chcieli, żeby każdy kupił sobie miejsce postojowe, a z tego przed blokiem niech korzystają kurierzy, czy rodzina, która do nas przyjeżdża. Nie muszę nikomu tłumaczyć, że mało osób kupiło dość drogie parkingi. Gdzieś jednak muszą parkować.

Zaczęła się więc wojna. Wojna o wolne miejsca. Ludzie w desperacji zaczęli parkować na chodnikach i przejściach, utrudniając np. przyjazd karetki. Koszmar. Ja samochodu nie mam, ale z racji należenia do „wspólnoty” (jak to brzmi?) dostaję w tej sprawie maile. Maile są, delikatnie mówiąc, niemiłe. Nie wspominając już, że mieszkańcy namawiają innych do linczu. Moim numerem jeden jest zdjęcie, na którym ktoś komuś postawił na samochodzie wiadro majonezu. Po co? Dlaczego nie można normalnie porozmawiać? Innym zjawiskiem są łowcy kup. Psich. Stoją w oknach, całymi dniami, rezygnując z pracy, jedzenia i toalety. Wszystko po to, żeby odkryć kto nie sprząta po swoim psie. I co to da? Zamiast wyjść i komuś zwrócić uwagę to opisują wszystko na forum. Po co? Podobnie w tej sytuacji z kredą. Po co jest ta akcja? Czy dziewczynki pisały sprayem po blokach? Ludzie wyluzujcie, bo to jest trochę dziwne.

Po drugie. Upokorzenie.

Czy nie można było wyjść na chodnik i zwrócić uwagę? Nie. Trzeba było napisać pismo, powołać się na jakieś paragrafy no i oczywiście kogoś poniżyć. Nie ma Pani na papier do rysowania dla córki? My kupimy, tylko niech już Pani latorośl nie szpeci naszego osiedla. Polskość w najczystszej formie. Zupełnie jak stawianie komuś majonezu na masce samochodu. Gdy nie ma argumentów, trzeba kogoś upokorzyć, żeby czuł się winny, żeby mu było wstyd. I to oczywiście nie w twarz. To jest cała rzesza ludzi, podobnie jak ten wcześniej wspomniany pan od kup, którzy w swoich domach mają pracownię małego detektywa. Są przygotowani na każdą ewentualność. Mają pod ręką lornetki, drukarki, kodeks karny, kodeks rodzinny, gadżety daktyloskopijne, aparat fotograficzny. Wstają rano i rozpoczynają procedurę ochrony osiedla.

Po trzecie. Lincz.

Mam wrażenie, że fejs jest pewnym rodzajem linczu. Kiedyś, gdy ktoś zawinił, obrzucano go kamieniami. Dziś organizuje się akcję na Facebooku nawołującą do zemsty, protestu czy kary. Wystarczy, że jakiś celebryta wstawi na fejsie screen wiadomości, jaką otrzymał z pogróżkami, podając imię i nazwisko „sprawcy”. Osoba, która to wysłała, nie ma życia. Niejednokrotnie prosi o usunięcie wiadomości, bo sama dostaje pogróżki i boi się o siebie i o rodzinę. Pominąwszy to, że sama się o to prosiła, tak się nie robi. Nie wystawia się kogoś na sąd społeczny. Od tego są odpowiednie instytucje.

I pal licho, gdy kończy się tak jak w tym przypadku z kredą. Kilka osób namaluje kwiatki na chodniku. Gorzej, gdy ktoś w akcie zemsty straci życie.

Pedagog, psychoterapeutka. Lubię włoskie jedzenie, filmy i koty.

4 komentarze

  • Powiem tak – chcieliście żyć w globalnej wiosce to macie. Tylko, że to przerażająca karykatura globalnej wioski rodem z Transylwanii, w której chłopi uzbrojeni w widły i pochodnie idą sami wymierzać sprawiedliwość..

  • ~ lbunuel : wymądrzasz się człowieku. Każdy ma prawo zająć jakie chce stanowisko, zrobić to w jaki sposób chce i dlaczego niby ludzie mieliby się nie grupować. To jest właśnie fajne w naszych czasach, że różne rzeczy albo jednoczą albo dzielą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *