bezdzietna kobieta

10 rzeczy, które słyszy bezdzietna kobieta

Tak się składa, że jak na razie, jestem bezdzietną kobietą. Mam trzydzieści lat i od czterech lat jestem mężatką. Wszystko wskazuje na to, że powinnam mieć już małą gromadkę. W dzisiejszym poście powiem Wam, co najczęściej słyszę, gdy mówię, że nie mam dzieci. 

#1 Kto Ci na starość poda szklankę wody?

Mój hit. Myślę, że większość par decydujących się na dziecko właśnie o tym myśli. Gdy tylko dziecko zaczyna chodzić, daje się mu szklankę z wodą i uczy przynosić ją do mamusi lub tatusia. Później są bardziej skomplikowane lekcje. Dziecko siedzi w szkole a my mu wysyłamy sms-a, że czas na wodę. No przecież musimy dziecko przygotować na to, że zechce nam się pić także wtedy, kiedy będzie np. w pracy. Absurd jakiś. Wyświechtany, egoistyczny tekst i tyle.

#2 Nie możesz być taką egoistką.

Naturalne zaprzeczenie pierwszego punktu. Z jednej strony posiadanie dzieci, żeby przynosiły szklankę wody nie jest egoizmem, ale nieposiadanie dzieci jest. A może właśnie o to chodzi. Żeby swoją starością kogoś nie obciążać. Ja myślę, że egoizm to żaden argument. Mamy prawo przeżyć życie jak chcemy. Przecież swoim nieposiadaniem dzieci nie robimy nikomu nic złego.

#3 Pies to nie dziecko.

No, tu bym polemizowała. Mam psa i dwa koty. Opieka nie jest taka łatwa i przyjemna. Jak chcę gdzieś wyjechać, to muszę je zostawić pod opieką. Gdy są chore, muszę zawieźć do weterynarza i podawać leki. Muszę uczyć je czystości i innych tego typu nawyków. Mają swoje gorsze i lepsze dni. Potrafią w nocy zacząć harcować, uniemożliwiając nam sen.  Kupuję im zabawki, legowiska, kocyki i inne ważne akcesoria. No i najważniejsze – kocham je, a one chyba kochają mnie. Przynajmniej tak mi się wydaje, gdy budzę się rano z przyklejonym do twarzy kotem.

#4 Zmęczona? Chyba żartujesz.

Jakbyś miała trójkę dzieci, to byś zobaczyła co to zmęczenie. Pranie, gotowanie, sprzątanie, nieprzespane noce. Ja ledwo odróżniam kolory świateł drogowych. A Ty mówisz, że jesteś zmęczona. Czym? Wyprowadzeniem psa? Pogłaskaniem kota? Oczywiście w domyśle mówiącej to osoby, ja nie sprzątam, nie robię prania i nie gotuję. Żyję, żeby głaskać koty.

#5 A pomyślałaś o swoich rodzicach?

Może to kogoś zdziwić, ale pomyślałam. Nie podrzucam im moich dzieci do opieki, dając im tym samym możliwość spędzania swojego czasu tak, jak chcą. Mogą realizować to, na co nie mieli czasu wcześniej. Posiadanie wnuków, nie jest najważniejszą rzeczą pod słońcem, a jeśli ktoś chce się kimś zająć lub kupić prezent, to jak już wspominałam mam psa i dwa koty. Uwielbiają zabawki.

#6 Co Ty wiesz o problemach?

Ja wiem, że dziecko może przysporzyć problemów, ale można w to wierzyć lub nie są na tym świecie problemy z dziećmi niezwiązane. Myślę, że troska o dziecko niczym nie różni się od troski np. o partnera. Dodatkowo problemy związane z pracą. Chyba nie muszę się tłumaczyć, że ja też mam problemy. Takie myślenie jest trochę podobne do tego, że dzieci nie mają problemów. Oczywiście że mają, na swoim poziomie rozwojowym. I są one najważniejsze pod słońcem.

#7 Nigdy nikogo nie pokochasz tak jak dziecka.

To prawda, nigdy nie pokocham kogoś matczyną miłością. Miłość do zwierząt tego nie zastąpi. Ale to nie znaczy, że nie pokocham kogoś w ogóle lub że ta miłość będzie gorsza. Nie potrzebujemy każdego rodzaju miłości, żeby być szczęśliwymi, spełnionymi ludźmi. Są rodziny, w których rodzice nie kochają swoich dzieci, czy to znaczy, że te dzieci nikogo nie pokochają? Być może czegoś nie doświadczę, ale nie uważam, że przez to będę uboższa.

#8 Nic po sobie nie zostawisz.

Myślę, że zostawię bardzo dużo. Traktowanie dziecka instrumentalnie, tylko po to, że ma nas reprezentować w przyszłości, mnie nie przekonuje. Nie chcę tu udowadniać i wypisywać co takiego po sobie zostawię, bo najzwyczajniej w świecie mnie to nie interesuje. Zupełnie mi na tym nie zależy. Znacznie bardziej wolałabym się skupić na tym, jak teraz jestem odbierana. I co teraz mogę od siebie dać innym. A co będzie, jak mnie nie będzie? Pewnie nadal mnóstwo ciekawych rzeczy.

#9 Byłabyś dobrą matką.

Skąd ktoś to może wiedzieć? To, że nie zagłodziłam swoich zwierząt, nie jest argumentem. Ja sama tego nie wiem. Znamy się na tyle, na ile zostaliśmy sprawdzeni. Myślę, że dzieci to bardzo duży obowiązek właściwie do końca naszych dni. Stres, że coś robimy nie tak, musi być paraliżujący. Bardzo podziwiam osoby, które decydują się mieć dzieci. Osobiście uważam, że chyba jednak nie byłabym dobrą matką. Co prawda skończyłam pedagogikę, ale szewc w podartych butach chodzi.

#10 Cisza.

To sytuacja, w której ktoś nie wie, czy nie chcemy, czy nie możemy. Lepiej wtedy temat omijać, bo jeszcze się okaże, że ktoś nie może mieć dzieci i wtedy takie pytanie nie jest miłe. Oczywiście zapytanie się wprost napawa taką paniką, że lepiej nie próbować. Najgorsze w takich sytuacjach jest to, że ktoś się nie zapyta, ale później obgadywać nie ma problemu. Obowiązkowo ściszonym głosem.

62 komentarze

  • trafne spostrzeżenia! która z nas tego nie słyszy? ja dodałabym jeszcze to nieme zdziwienie obyczajowych konserwatystów „ale jak to tak?! przecież to odwieczny biblijnie ustalony porządek rzeczy”.

      • Co jest nie tak z nr 10 – cisza? To chyba taktowne. Czy podświadomie oczekuje Pani wybuchu entuzjazmu? Zresztą to Pani sprawa naprawdę. Nigdy nie komentuję osobistych wyborów moich znajomych (jeżeli miałabym być w takiej sytuacji). To Pani publikuje takie wpisy. Czy Pani tego chce czy nie, Europa wymiera, a po nas przyjdą inni i to co nam podadzą to naprawdę nie wiadomo, czy to będzie woda. W szklance. Proszę ze mną nie polemizować. Proszę polemizować z faktami.

        • Dziękuję za komentarz. Ten wpis jest o mnie. Nie jest ogólny. Piszę w nim to co mi zdarza się słyszeć. Zachęcam także do dyskusji. Jeśli ktoś takich rzeczy nie słyszy lub słyszy coś innego i zechce się podzielić to może powstać fajna dyskusja. Wpis miał być lekko żartobliwy i ironiczny i nie miał na celu nikogo obrazić o czym piszę na końcu posta. Skoro to jest mój rankin to ja osobiście wolę szczere pytanie niż obgadywanie. Bo z obgadywania jeszcze nic dobrego nie wyszło. Nie zamierzam z Panią polemizować bo ma Pani prawo mieć własne zdanie. Ja osobiście uważam że nie każdy powinien mieć dzieci tylko po to żeby zaludniać Europę. Dla dobra tych dzieci. Pozdrawiam serdecznie.

  • Jestem facetem, ale też nie chcę mieć dzieci. I nikomu nic do tego. A już najbardziej żenujące jest to liczenie, że dzieci pomogą Ci na starość. O to powinniśmy zatroszczyć się sami. Nawet posiadając dzieci.

      • Jestem sama mamą dwóch dziewczyn w wieku szkolnym, ale nigdy nikogo nie namawiałam do posiadania dzieci i nie oceniałam jeśli ich nie chciał, bo każdy podejmuje decyzję sam. Mam jednak dwa „zastrzeżenia” – nie do tego że ktoś nie chce dzieci, ale do samego tekstu. Po pierwsze wychowanie dziecka nie wymaga odwagi, a jeśli mówi to pedagog to już jest trochę dziwne. Dziecko to nie telewizor i nie potrzebna instrukcja obsługi. Wiedza i umiejętność przychodzą intuicyjnie same wraz z pojawieniem się dziecka, bez szkół i kursów, czego ja sama jestem najlepszym przykładem. Moje pierwsze dziecko urodziłam w wieku 30 lat i proszę mi uwierzyć że sama nie wiedziałam skąd ja tyle rzeczy wiem. Natomiast co do „egoizmu” i liczenia że dzieci pomogą na starość. Hmmm… chyba nie mieliście styczności z osobami naprawdę starszymi i schorowanymi. Ja u siebie w rodzinie mam/miałam trzy bezdzietne ciotki – nie wiem czy same tak postanowiły czy tak w życiu wyszło. Moja najukochańsza ciocia też jest osobą bezdzietną, całe życie pomagała innym i gdyby nie ona to te dwie pozostałe ciotki, a teraz i Jej własna mama byłyby zdane na pomoc Państwa, Opieki Społecznej i obcych ludzi. Jak możecie się na starość sami o siebie zatroszczyć? Pieniądze to nie wszystko, zdrowia i sprawności kupić się nie da. Nie chcecie być ciężarem dla dzieci, bo to egoizm, ale dla obcych już tak? Jestem zdania, że dzieci które same doświadczą miłości i od początku są wychowywane nieegoistycznie, nie traktują opieki nad starszym rodzicem w kategorii obowiązku i żenującego żerowania na sobie, ale jako okazanie miłości i rzecz naturalną. Wiem że gdy moja ciocia będzie w wieku który nie pozwoli Jej na samodzielną egzystencję, ja i moje dzieci nigdy Jej samej nie zostawimy, bo ją po prostu kochamy. A Wy? Co zrobicie gdy Wasi rodzice będą Was potrzebować? Uznacie że to żenujące i wynajmiecie opiekunkę? Oczywiście, nie chodzi mi o to aby kogoś namawiać na dziecko dla tej przysłowiowej „szklanki wody”, ale tekst o liczeniu na siebie samego na starość, bo ten kto liczy na pomoc dzieci jest pasożytem to jak dla mnie pomyłka.

        • Dziękuję za komentarz. Po pierwsze ten teks, jest lekko z przymrużeniem oka i tak chciałabym aby był odbierany. Gratuluję Pani pociech i umiejętności wychowawczych, które jak Pani mówi przyszły same. Ja owszem jestem pedagogiem z wykształcenia, ale resocjalizacyjnym. Przez całe studia miałam kontakt z trudną młodzieżą a nie z małymi dziećmi. Zaś do mojego gabinetu przychodzą kobiety z wieloma problemami wychowawczymi i proszę mi wierzyć, nie wszystkim to tak łatwo przychodzi jak Pani. A jak by poszło mi? Ani Pani, ani ja nie wiemy, bo znamy się na tyle na ile zostaliśmy sprawdzeni. Co do egoizmu, to oczywiście nie zgadzam się z tym że wszyscy ludzie mają dzieci dla własnych korzyści. Chodzi tylko o głupią odpowiedź na głupie argumenty o szklance wody. Różnie się los układa i proszę mi wierzyć, nawet jak Pani wychowa dzieci bardzo dobrze, to nie ma Pani pojęcia czy się Panią zajmą czy nie. Nie możemy tego wiedzieć, możemy sobie tylko tego życzyć. Ja swoimi rodzicami się zajmę, nie ma co do tego wątpliwości, ale ja mam prawo zadecydować, kto się mną zajmie. I proszę nie pisać, że będziemy ciężarem dla obcych bo są od tego specjalne miejsca, gdzie można spokojnie starość spędzić. Nie będę prosiła sąsiadów, czy obcych przechodniów. To tak jakby Pani nie chciała uzyskać pomocy ze szpitala. I nigdzie nie padło stwierdzenie, że ktoś kto oczekuje na pomoc od dzieci jest pasożytem. Uważam, że każdy dorosły i odpowiedzialny człowiek powinien zapewnić sobie spokojną starość niezależnie czy ma dzieci, czy nie, bo nigdy nie wiemy co się może przydarzyć. Pozdrawiam serdecznie.

          • Dzięki za komentarz. 🙂 Nie było moim celem ani obrażenie Pani, ani jak już pisałam – namawianie na dzieci. Pisała Pani że jest pedagogiem, a szewc bez butów chodzi, stąd mój wniosek, że ma Pani do czynienia z dziećmi. Biorąc pod uwagę specjalizację, chyba nie dziwię się „dystansowi” do tematu dzieci. 😉 Wychowanie dzieci nie przychodzi łatwo i popełniam tryliardy błędów. Mam w domu nastolatkę i czasem nóż mi się otwiera, ale staram się jakoś przeżyć – jednak ideałem nie jestem. Oczywiście że nie wiem jak moje dzieci będą się zachowywały jako osoby dorosłe. Na razie moja starsza córka ma 14 lat i swoją postawą pokazuje że chyba nie powinnam mieć obaw, ale całe życie przed Nią i różnie może być – życie układa nam się czasem zupełnie inaczej niż planujemy. Ja też nie zamierzam swojej starości opierać na tym że „dzieci pomogą”, bo nie o to chodzi, ale… miło mieć taką perspektywę, bo biorąc pod uwagę stan naszych placówek opiekuńczych, na pomoc z tej strony raczej nie liczę. Jak pisałam wyżej, obecnie mam w najbliższej rodzinie 3 osoby starsze i wymagające opieki i wiem jak to wygląda. No różowo nie jest niestety. Pozdrawiam.

        • Tak, dla innych ludzie na starosc moge byc obciazeniem. Zacznijmy od tego, ze ludzie, ktorych na starosc „obciaze” to ludzie, ktorzy beda oplaceni. Malo tego, sami z siebie wybieraja w zyciu taki kierunek/zawod, wiec pewnie lubia pomagac. Dostaja tez wyksztalcenie pod katem tej pomocy. Bede mogla czuc sie przy nich bezpiecznie.
          Poza tym teoria w wychowaniu dziecka jest bardzo wazna. Instynkt niestety nikomu nie podpowiada jak wychowac dziecko. Jestem pewna gdyby pani przeczytala publikacje naukowe odnosnie wychowania dziecka, rozwoju psychiki dziecka, znalazlaby pani setki bledow w swoim postepowaniu, ale tez wiele rzeczy staloby sie bardziej oczywistych.

  • Kolejnym etapem po braku dzieci jest posiadanie jednego dziecka… bo przecież pasowałoby drugie do pary.. nie daj Boże jak sie trafi dwójka tej samej płoci to tez sie osłuchas ze corke/syna to trzeba mieć. Ale jak mówisz ze trzecie w drodze to najlepsza jest wymowna cisza i obgadywanie ściszonym głosem (o którym wspominasz) bo trójka to juz przesada i troche „patologia”, oni chyba nie wiedza co to antykoncepcja… takich ludzi jest pełno i nie tylko małżeństwa bez dzieci sa skazane na takie beznadziejne komentarze i włażenie z butami w zycie.

    • Zgadzam się, że to zależy od ludzi. Pewnie jest tak, że do wszystkiego się przyczepią, byleby nie zobaczyć jak mają u siebie.

  • haha, choć sama mam dzieci…przyznaję rację 🙂 jakie to życiowe i prawdziwe 🙂
    chętnie widziałabym ten wpis u siebie z linkiem do Ciebie, jeśli to dobry pomysł, daj znać 🙂 z pozdrowieniami

  • Wiesz Justyna co mnie wkurza? Wurza mnie że przez te wszystkie naciski ja sama już nie wiem czy ja chce czy nie chcę mieć to dziecko. Nienawidzę gdy ktoś mnie do czegoś zmusza, i automatycznie staję wtedy „okoniem”. I potem nie wiem czy ja rzeczywiście czegoś nie chcę, czy po prostu bronię się przed zmuszaniem mnie do czegoś :/

    • No i właśnie o to chodzi. Zawsze się ktoś czepia, a to że nie masz dzieci, a to że masz tylko dwójkę, a to że tylko chłopców. Niech każdy zajmie się swoim życiem.

      • Dokładnie, tekst dla mnie bardzo na czasie, bo właśnie wróciłam od rodziny. „Jak będziesz mieć dzieci to dopiero zobaczysz” itd. itp. A podejrzewam, że gdybym miała 1 dziecko, to na lewo i prawo słyszałabym „kiedy będziesz miała drugie, to zobaczysz.” I tak bez końca… Dlaczego ludzie nie pozwolą innym żyć tak, jak chcą?

        • O to właśnie chodzi. Zawsze jest za mało, nie tak, nie takie itd. Jakbyś miała dziewczynkę słyszałabyś że teraz przydałby się chłopiec do pary… no cóż…

  • Jak dla mnie, to już samo określenie „bezdzietna kobieta” ma jakieś taki negatywny wydźwięk. Świat byłby o wiele piękniejszy gdyby ludzie pilnowali swoich problemów, a nie cudzych. Zresztą to się nigdy nie kończy, przecież jak kobieta zdecyduje się w końcu dziecko, przyjdzie pora na „Ale dlaczego tak grubo go ubierasz?” i takie tam 😀 Dlatego ja też się jeszcze wstrzymam…

    • Zgadzam się. Bezdzietna czyli bezwartościowa, bo co taka kobieta sobą reprezentuje? Najgorsze jest to, że nigdy się nikomu nie dogodzi. Poza tym te komentarze, które napisałam słyszę najczęściej od kobiet. Szanujmy siebie nawzajem.

    • Bezdzietna to normalne określenie tak jak gruby, chudy, żonaty itd. Tak sie mówi i tyle, dorabianie niepotrzebnych podtekstów jest głupie.

  • każde wtrącanie się zawsze jest złem, obojętne jakie nie byłyby intencje – czy to teściów, czy znajomych, czy osób postronnych…

  • Ja mam 2 ale miałam taki czas że dzieci mnie nie rajcowały. I jak jakaś znajoma miała małego bobasa i wszyscy się nim podniecali to ja nic. I zwykle słyszałam Zobacz jaki on jest słodziutki …. stopki policzki itd. I tekst życia to ,,Jak możesz nie lubić dzieci., przecież są takie słodziutkie’ A ja nie to, że ich nie lubiłam ale były mi one obojętne. Mogłam je zobaczyć u kogoś ale potem lubiłam wracać do swojego życia do wypadów na kręgle do kina itd

    • To prawda, wszystko zależy od nas i od czasu. Nigdy nie wiemy, jak na pewne rzeczy zareagujemy za rok czy dwa. Znamy się na tyle na ile zostaliśmy sprawdzeni 🙂 Pozdrawiam

  • Z większością się zgadzam całą sobą. Mam dziecko, ale zupełnie naturalne dla mnie jest, że ktoś ich nie lubi/nie chce mieć/nie ten czas/niecokolwiek. Czemu ludzie tak strasznie te dzieci innym wmuszają? Przecież rodzicielstwo z przymusu to nic przyjemnego ani dla rodzica, ani dla dziecka, a wręcz dla tego ostatniego może mieć negatywne konsekwencje.

    Z jedną tylko rzeczą się nie zgodzę. Wierz mi, albo nie, ale troska o dziecko jest zupełnie czymś innym, niż troska o partnera, czy o zwierzaka. To trochę jak z matczyną miłością, tego rodzaju troski niczym nie zastąpisz. A mam i zwierza i męża i rodziców i dziecia i przyjaciół ;). Nie rozumiałam tego „przed” dzieciem, w ciąży myślałam „aby do 40. tygodnia i ten strach (składowa troski) się skończy”, a jak urodziłam… no cóż, nigdy nie przejdzie. I nigdy nie czułam czegoś podobnego do nikogo. Ale to czysta biologia, jakby nie patrzeć, jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowane do chronienia swojego potomstwa (jak je mamy, oczywiście).

    • Zgadzam się w 100% nie wiem, czym jest troska o dziecko. Natomiast nie można powiedzieć, że nie mam trosk. Pozdrawiam 🙂

  • Ja jeszcze słyszę- jeszcze ci się odmieni, zobaczysz….uwielbiam to. Z tym egoizmem to tak, bardzo często słyszę. Ale wtedy włącza mi się moja natura stawania okoniem i walę prosto z mostu: jak dla mnie bardziej egoistyczne jest posiadanie dzieci i obarczanie ich swoimi problemami. Ale tak naprawdę nie widzę ani w posiadaniu, ani rezygnacji z dzieci niczego egoistycznego. Miłość to coś co mnożymy gdy dzielimy. Nie chodzi mi tylko o dzieci. Ja nie mam potrzeby „posiadania” ( posiadać, mieć dzieci, określenie pokazujące jak w ogóle ludzie traktują drugą istotę- jak niewolnika) dzieci. Może mi się to zmieni- to nie jest walka na to, kto ma racje (jw jeszcze ci się odmieni). W sumie językowa forma „mam dziecko”, chcemy mieć dziecko naprawdę nie jest dla mnie formą pozytywną- tak samo to się odnosi do mam chłopaka, męża- czuję takie negatywne zabarwienie. Nie czuje tego, gdy myślę, mówię mam mamę, babcia itp. Też tak masz?

    • Myślę, że jest w tym dużo prawdy, o czym piszesz. Posiadanie dzieci do celów osobistych jest niefajne. Oby takich rodziców było jak najmniej.

  • Kochana zapomnialas o pierwszym i najwazniejszym, ciagle pytanie no kiedy bedzie dzidzus? To doprowadza mnie do szewskiej pasji, mam 36 lat meza i super zycie pod wszystkimi wzgledami, mam torebki LV (nie musze na nie odkladac) 2 super szybkie auta, motocykl, rower, kilka zarabistych zegarkow i drogiej bizu ….. tak odpowiedz brzmi chce miec dziecko, ale niestety o ile moge kupic wszystko dziecka (wlasnego) sie nie da……. I nie kazdy w sumie dzieci miec bedzie. Wiem ze swiat jest niesprawiedliwy sa osoby ktore nie chca a maja, a te ktore chce nie… Ale czy jestem mniej szczesliwa?? Absolutnie nie 😀 <3

    • No tak los nie jest sprawiedliwy, ale ludzie powinni trochę przystopować z komentarzami, bo to męczące.

    • To prawda brak dzieci kojarzy się jedynie z problemami, bo nikt o zdrowych zmysłach nie robi tego z wyboru.

  • Całkiem niedawno pisałam podobny tekst (tylko ja mam dzieci i nie chcę więcej) – ludzie naprawdę mogliby zająć się czymś pożyteczniejszym, niż włażenie z buciorami w cudze życie. Trzymaj się!

    • Dzięki, to prawda – jak to się mówi? Widzą drzazgę w czyimś oku a nie widzą belki we własnym? Czy jakoś tak… Pozdrawiam 🙂

  • Ja też jestem bezdzietna póki co, ale na szczęście dotychczas żadnych absurdów nie usłyszałam. Ale pewnie to dlatego, że odizolowałam się od ludzi, którzy mogliby tak uważać. I bardzo dobrze, bo wkurza mnie wchodzenie buciorami w czyjeś życie. To jest kwestia indywidualna, każdy układa sobie życie jak chce. Nie każdy jest gotowy na coś takiego, a jednak jest to ogromny obowiązek. Szkoda, że tak ciężko to zrozumieć.

    • To masz dobrze. Otaczanie się ludźmi, którzy rozumieją Twoje podejście jest najważniejsze.

  • Czytając Pani wpis przypomniały mi się jedne z zajęć na studiach.
    Studiuję psychologię, temat wychowania absolutnie nie jest mi obcy. Wraz z prowadzącą doszliśmy do wniosku kiedyś, kiedyś,że mimo wszystko, gdzieś głęboko w nieświadomości kobieta nadal postrzegana jest w taki sposób, iż ”jej życiową misją jest urodzenie i wychowanie dzieci”, w innym przypadku ”traci na swej wartości”. Moim zdaniem coś w tym jest, że ludzie tak to postrzegają. Ale kompletnie sie z tym nie zgadzam ! To nienormalne, żeby rodzenie dzieci stawało sie Twoją życiową misją. Jest tyle mozliwosci okazania swojej kobiecości,siły, uporu itd. Dlaczego ludzie sie uparli na to cholerne macierzyństwo? Ja osobiście chcę mieć dzieci, bo JA CHCĘ, a nie sąsiadka, znajoma, wujek, ciocia i cala reszta lokalnej społeczności.. Wkurza mnie to, że z przekonania niektórych ludzi nie wyplenili jeszcze stereotypu ”Matki Polki”.

    Kobietki, apel dla Was! Czy jesteście dzieciate, czy nie – wszystkie jesteście równie piękne, mądre i wyjątkowe.

    • Po pierwsze, żadna tam ze mnie Pani 🙂 Justyna jestem 🙂 po drugie – pięknie napisane! Podpisuję się pod apelem!

    • Nikt nie ma prawa oceniać mojej troski o kogokolwiek. Uczuć nie da się mierzyć na litry czy centymetry. To co ja czuję, wiem tylko ja. Troszczę się o wszystkich swoich bliskich. Jeśli ktoś troszczy się bardzo tylko o dziecko, to współczuję.

      • Niezupełnie, skoro ktoś wypisuje swoje przemyślenia w ogólnodostępnym internecie to właśnie po to aby ktoś inny je skomentował i ocenił. Rozumiem, że Panią interesuje tylko pozytywny komentarz – no trudno, natomiast jako pedagog powinna sobie Pani zdawać sprawę, że relacja rodzic (rodzic, niekoniecznie matka) – dziecko to bardzo specyficzna relacja niemożliwa do porównania z czymkolwiek innym. Fakt, że napisałam, że troski o dziecko nie da się porównać z troską o partnera nie oznacza, że się nie troszczę o innych bliskich niż dziecko a jedynie to, że to zupełnie inny rodzaj troski.

        • Proszę Pani, skoro publikuję Pani komentarz, to znaczy że nie mam z nim najmniejszego problemu – inaczej bym go nie publikowała. Wypuszczając tekst o rzeczach, KTÓRE JA SŁYSZĘ I CZUJĘ liczyłam się z różnymi komentarzami i proszę mi wierzyć niektóre nie były tak miłe jak Pani. Zna Pani powiedzenie, syty głodnego nie zrozumie? To właśnie powiedzenie obrazuje naszą wymianę zdań. Ani ja nie zrozumiem osoby, która posiada dziecko, ani osoba która posiada dziecko nie zrozumie mnie – bezdzietnej – dla której mąż liczy się najbardziej na świecie. Od kilku jak jestem tylko z nim, zrozumie mnie każda para, która nie ma dzieci z wyboru. Słusznie Pani zauważyła – jestem pedagogiem i do tego terapeutą. Ale miesza Pani dwie rzeczy. W poprzednim komentarzu pisała Pani o trosce, w tym o relacji. To nie jest tożsame. Co do relacji się zgodzę – nic nie zastąpi relacji matka-dziecko. Co do troski się nie zgodzę, bo wciąż uważam, że ktoś może się równie mocno troszczyć o partnera jak i o dziecko. Podam Pani przykład. Mam w rodzinie taką parę siedemdziesięciolatków i żeby tylko zobaczyła Pani jak oni się o siebie troszczą. Mają dorosłego syna, o którego tak już nie dbają. I pewnie w przeszłości, gdy syn był mały, troszczyli się o niego bardzo, teraz tego nie wymaga. Pogląd się zmienia w zależności od punktu siedzenia. A my znamy się na tyle na ile zostaliśmy sprawdzeni. Znam też osoby, które o psa troszczą się lepiej niż niektórzy o dziecko i w takich sytuacjach nadal będziemy uważać, że ta rodzicielska troska jest lepsza, większa, ważniejsza? Tylko dlatego, że jest rodzicielska? No nie. To nie jest uniwersalne i nie jest takie proste.

          • No i znów nie mogę się zgodzić ponieważ to fakt, że Pani nie zrozumie osoby posiadającej dzieci bo ich Pani nie ma, ale ja bardzo dobrze wiem jak to jest być przez wiele lat bezdzietną mężatką bo nią bardzo długo byłam również z wyboru. Poza tym ja nigdzie nie napisałam, że troska o dziecko jest lepsza, ważniejsza czy jakakolwiek bardziej super niż troska o partnera, rodziców czy psa. Ja napisałam jedynie, że jest nieporównywalna z innymi troskami bo po prostu taka jest chociażby z tego prostego powodu, że jak sądzę nie musi się Pani martwić, że Pani mąż skoczy na główkę z balkonu (ja w przypadku męża o to nie muszę się martwić ) ale muszę się martwić, że mój niespełna 1.5 roczny syn może mieć taki pomysł. Wiec w chwili obecnej rzeczywiście bardziej troszczę się o dzieci niż o męża bo one tej troski po prostu bardziej potrzebują, jak będą dorosłe to mam nadzieje, że będą na tyle samodzielne, że nie będą jej tak bardzo potrzebować 🙂

        • Twierdzi Pani, że jedyną formą troski jest obawa, aby dany byt nie odebrał sobie życia przez przypadek albo w głupi sposób? To trochę wąskie ujęcie tematu. Pani uszczypliwa uwaga dotycząca męża, który nie spadnie z balkonu jest prostacka i nie na miejscu. Prześledziłam całą wymianę zdań i zgadzam się z Autorką. Troszczyć można się w równym stopniu o dzieci, jak i dorosłych – męża, rodzeństwo, rodziców przyjaciół. W dorosłym życiu może nas spotkać wiele przykrych problemów – śmierć bliskich osób, w tym rzeczonych dzieci, utrata pracy, problemy zdrowotne i psychiczne. I troska obejmuje w równym stopniu te sytuacje. Nie chodzi tylko i wyłącznie o lęk, żeby ktoś nie wypił domestosa albo nie spadł ze schodów. Ale potrzeba doświadczenia. Z czasem może Pani to zrozumie.

  • Dziękuję za ten tekst! Nie mam jeszcze nawet 30-tki, a już na okrągło słyszę te hasła. Ale ostatnio głowę zaprząta mi inne „zagadnienie”. Koleżanka, lat 43, właśnie zaczyna planować z partnerem (lat 33) dziecko. Oboje są jedynakami, oboje mają całkiem dobre prace. Ich rodzice są w różnym wieku, ale między 60 a 70 lat. Tym, o co najbardziej martwi się znajoma, są koszty badań prenatalnych. Mnie z kolei, myśląc o ich planach, zastanawia zupełnie coś innego: czy przy całym pragnieniu posiadania dziecka ludzie nie powinni zastanowić się również nad jego przyszłością? Potencjalne dziecko moich znajomych kończąc studia (o ile taką drogę edukacji wybierze) będzie miało matkę w wieku 67-68 lat. Dziadków, o ile będzie miało szczęście, w wieku ponad 90 lat. Plus zero rodzeństwa (koleżanka nie planuje więcej niż jednego), wujostwa, bliskiej rodziny.
    Nie wiem, może przesadzam, ale myślę że coś takiego osoby starające się o pierwsze dziecko po 40 powinny rozważyć. Sama jestem jedynaczką i późnym dzieckiem i mam w związku z tym dużo obowiązków, których moi znajomi nie znają. Nie mówiąc o tym, że wisi nade mną wizja opieki nad obojgiem rodziców, którzy nie są już ani super zdrowi, ani w pełni sprawni.

    Co o tym sądzisz/sądzicie?

    • Tak bezdzietna to bezwartościowa.
      Bo zabrała sobie największa wartość: bycie matką.

      A cały tekst to populistyczne argumenty przyprawiane do sytuacji takich kobiet jak autorka tekstu.
      Bardzo mi was żal…

    • To prawda, jest to duże ryzyko, ale jeśli ktoś chce mieć dziecko, to nie powinno mu się tego zabraniać. To decyzja każdego z nas. Bardzo indywidualna. Trzeba brać pod uwagę, że dziecko nie zostanie samo, bo najprawdopodobniej znajdzie drugą połówkę i założy własną rodzinę.

  • To ja mam jedno 3 letnie dziecko. Jestem samotną matką. Szczerze mówiąc, chciałabym cofnąć czas. Wtedy bym była wolna, tak jak autorka. A tak mam syndrom więzienny, jestem przemęczona, znerwicowana i już odechciewa mi się tej wegetacji

    • Nie chcę mieć dzieci, chociaż mam już 30 lat i kochającego partnera. Za to ciągle mam poczucie, że POWINNAM, właśnie przez naszą kulturę, wychowanie i wmawianie, że to nasz, kobiet, obowiązek. I mimo tego, że podjęłam decyzję, mam wyrzuty sumienia przez takie gadanie o jakim jest mowa we wpisie. Do tego przeżyłam ciężką chorobę, której efekty całe szczęście są już prawie niedokuczliwe, ale dalej pamiętam że w szpitalnym łóżku myślałam tylko – jak dobrze, że nie mam dzieci, bo nie miałabym siły się nimi zajmować. Strasznie przykre jest, że nie możemy same decydować, jak chcemy żyć. Wierzę, że posiadanie dzieci jest najcudowniejsze na świecie, ale tylko wtedy, kiedy same tego pragniemy.

  • Akurat punkt 4 jest prawdą, sprawdziłem na własnej skórze. Kiedy nie miałem dzieci mogłem sobie wypoczynek zaplanować, teraz to już jest niemożliwe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *