tolerancji

Akcja – reakcja, czyli o tolerancji inaczej

Dziś Dzień Tolerancji. Nietolerancja jest nieco wyświechtanym słowem. Wystarczy, że komuś zwrócisz uwagę i już okaże się, że jesteś homofobem, antysemitą czy rasistą. Są jednak wyjątki. 

O tolerancji

Zacznę zupełnie przewidywalnie. Żyjemy w wolnym kraju. Każdy ma prawo żyć, jak chce. Może podejmować wybory takie, jakie uważa za słuszne. Nie powinniśmy grzebać w ludzkich sumieniach, jak w damskich torebkach. Nie możemy być też zaszczuci. Nie możemy siedzieć cicho, podczas gdy ktoś zachowuje się nie w porządku, tylko dlatego, że jesteśmy tolerancyjni. Bądźmy tolerancyjni, ale nie bądźmy obojętni.

Musimy nauczyć się odróżniać różne rzeczy. Jeśli przykładowo ktoś jest wierzący, a my tę wiarę obrażamy, to jest to niedopuszczalne. Ale jeśli ten wierzący, zachowuje się agresywnie w autobusie, to jak najbardziej mamy prawo w związku z tym zachowaniem, zwrócić mu uwagę. Tolerancja to nie panel ochronny przed światem, którym możemy odbijać wszystkie negatywne komentarze dotyczące naszego zachowania. Bądźmy w tym wszystkim ludźmi.

Podam Wam trzy przykłady ludzi, którzy będąc mniejszością roszczą sobie prawa do szacunku bez względu na to, jak się zachowują.

Wegetarianie

Oczywiście do wegetarian nic nie mam. Każdy ma prawo jeść, co tylko chce. Ale nie każdy ma prawo zmuszać nas do swoich poglądów. W wielu restauracjach możemy spotkać dania dla mięsożerców i weganów tak, żeby każdy się czuł dobrze. Są też miejsca, które takiej oferty nie mają i mają do tego prawo. Ja do takiego miejsca trafiłam, całkiem przypadkiem. Do tego miejsca trafił także, pewnie tak samo przypadkiem jak ja, wegetarian. Niestety tego typu restauracje nie piszą na szyldzie, że dają tylko mięso, więc nigdy nie wiemy. Wracając do zabłąkanego wegetarianina, wziął menu i zamiast wyjść tuż po tym, jak zobaczył, że nic dla niego nie ma, zawołał kelnera. Rozmowa brzmiała mniej więcej tak, aczkolwiek tak szybko mówili, że zapamiętałam tylko fragmenty.

– Dlaczego nie macie nic dla wegetarian? – spytał podniesionym głosem.

– Bo taka jest konwencja tego miejsca i takie menu ułożył kucharz, proszę pana – odpowiedział spokojnie kelner.

– Kucharz? To poproszę tego kucharza na słówko, jeśli wolno.

– Oczywiście.

Cóż kelner miał zrobić? Przecież to nie jego wina. Wtem za drzwi wyszedł kucharz. Po gabarytach widać było, że na warzywach nie jedzie. Wiedziałam, że za chwilę rozpęta się ideologiczne piekło.

– Słucham, w czym mogę panu pomóc? – chrząknął kucharz.

– Dlaczego nie macie nic dla wegetarian?

– Bo taki jest klimat tego miejsca. Sami robimy wędliny, naszą specjalnością są mięsa, zwłaszcza dziczyzna – odpowiedział pewny siebie kucharz, dumny ze swojego menu.

– Jak Pan może w dzisiejszych czasach, gdy tak popularne jest niejedzenie mięsa, bezczelnie ogłaszać światu, że Pan ma to gdzieś. Nie interesuje mnie Pana sumienie, ale za takie zachowanie będzie się Pan smażył w piekle.

– Proszę mnie nie obrażać, będę gotował to, na co mam ochotę i Panu nic do tego. Jeśli Panu to nie pasuje, to tam są drzwi.

– Jak Pan śmie? Tam są drzwi? Co to za traktowanie klienta? Chcę natychmiast rozmawiać z szefem. Nie wyjdę stąd póki nie opowiem mu, jaki chamski ma personel. A Wy, co tak się gapicie? Jedzcie te swoje pyszne mięska, niech Wam się przyśnią, czym były. Pojeby mięsożerne.

No i to było ostatnie, co ten Pan zdążył powiedzieć. Kucharz pomógł Panu opuścić lokal, mimo że ten nie dawał za wygraną i rzucał wyzwiskami na prawo i lewo.

Ze swojej perspektywy nie powiedziałabym, żeby był chory psychicznie. Natomiast jego pewność siebie i poczucie wyjątkowości przysłoniło mu mózg. Mój mąż zwrócił mu uwagę, żeby się tak nie zachowywał w miejscu publicznym, zwłaszcza że na sali były dzieci. Nic to jednak nie dało.

I  pewnie z tej opowieści możecie odebrać, że jednoznacznie na to patrzę. Że specjalnie podaję taki jaskrawy przykład, żeby oczernić wegetarian, że niby są jakimiś świrami. Otóż nie. Mnóstwo wegetarian z tej restauracji po prostu by wyszło. Ten Pan natomiast przejawiał te wszystkie cechy, o których pisałam wcześniej. Myślał, że jego wymagania są normalne i wszyscy, którzy uważają inaczej są „pojebanymi mięsożercami”, a ja zwracając mu uwagę, jestem wrogo do wegetarian nastawiona. Nie człowieku, byłam wrogo nastawiona tylko do Ciebie.

Cykliści

Jeżdżę na rowerze i przepisy ruchu drogowego dotyczące rowerzystów znam. Mam nawet kartę rowerową. Czy zdarzyło się Wam, że idąc po chodniku czuliście się jak intruzy, gdy ktoś Wam dzwonił dzwonkiem natarczywie i domagał się natychmiastowego ustąpienia miejsca? A gdy tylko weszliście na drogę dla rowerzystów, to usłyszeliście, gdzie leziesz? Bo ja tak. Niedopuszczalne są sytuacje, w których rowerzyści nie szanują innych. Szłam sobie kiedyś z koleżanką i jej małą córeczką wąskim chodnikiem. Wtem, bez żadnego ostrzegawczego dzwonka, usłyszałyśmy: „Czy szanowne święte krowy mogłyby zejść?”. Przyznam szczerze, że nas zamurowało i nie byłyśmy w stanie nic powiedzieć. Egzekwowanie swoich praw w tak chamski sposób przerosło nasze wyobrażenia. Chociaż gwoli ścisłości, ten Pan nie miał prawa  po tym chodniku jechać, gdyż:

Rowerem po chodniku jeździć nie wolno! Oprócz sytuacji w których:

– jedzie z dzieckiem do lat dziesięciu

– podczas złej pogody

– są spełnione jednocześnie trzy warunki:

a. chodnik ma co najmniej dwa metry szerokości,

b. ruch na jezdni jest dozwolony z prędkością ponad 50 km/h (w terenie zabudowanym),

c. brakuje oddzielonej drogi dla rowerów oraz pasa ruchu dla nich przeznaczonego.

A z racji tego, że żadna z tych sytuacji nie zaistniała, nie miał prawa jechać chodnikiem. To jest kolejny przykład ludzi, którzy w szale mody na wylansowane rowery z kolorowymi siodełkami i fikuśnymi dzwonkami, nie szanują innych ludzi. Mają poczucie, że są lepsi. Że to im należy się szacunek i pierwszeństwo. Wiele razy słyszałam pogardliwe utyskiwania na rządzących miastem, że nie ma wystarczającej ilości ścieżek rowerowych. Oczywiście, że nie ma, bo oprócz wydawania na ścieżki rowerowe, są też inne wydatki miasta. A obrażanie ludzi chodzących po chodniku, to lekka przesada. Szkoda, że tym osobom nie możemy zwrócić uwagi, bo bardzo szybko przejeżdżają.

Palacze

Jestem osobą niepalącą i nie ukrywam, nie znoszę dymu papierosowego. Było dla mnie ogromną ulgą, gdy wprowadzono zakaz palenia w miejscach publicznych. Zawsze uważałam, że palenie to problem palacza, nie mój, więc dlaczego muszę wdychać dym, tylko dlatego, że chcę się z kimś spotkać? I tu pojawił się dylemat, bo wszyscy palacze poczuli się urażeni. Dlaczego to oni muszą ponosić karę? Żeby trochę załagodzić ten konflikt, puby wprowadziły podział na dwie sale, chociaż za sprawą tego podziału zapewne wiele przyjaźni zostało wystawionych na próbę. Kompromis nabrał nowego znaczenia. Niestety zdarzają się krnąbrne typy, które za nic mają zasady.

Kiedyś stałam na przystanku tramwajowym, pod wiatą, bo strasznie lało. Wraz ze mną upchanych na tych dwóch metrach kwadratowych, było z dziesięć osób, w tym on. Palacz, nonkonformista. On się nie będzie podporządkowywał. Stanął sobie pod wiatą, ale tak z boku i zaczął palić, dmuchając innym po twarzach. Jakiś starszy Pan, który stał tuż obok niego, zwrócił mu uwagę, na co palący dżentelmen odpowiedział: to przesuń się Pan. No tak, przecież on na deszczu palić nie będzie.

Ja jestem bardzo tolerancyjną osobą, kto mnie zna, ten wie. Boli mnie tylko, że ktoś się broni w taki głupi sposób. Że zamiast przyznać się do błędu, stawia się w roli ofiary, źle potraktowanej np. ze względu na kolor skóry. Prawda jest taka, że powierzchowność, przekonania, czy styl życia, to nie wszystko. Wszyscy jesteśmy takimi samymi ludźmi i wszystkich nas obowiązują te same normy.

Pedagog, psychoterapeutka. Lubię włoskie jedzenie, filmy i koty.

15 komentarzy

  • Bycie tolerancyjnym to jedno, a bycie wyczulonym na potrzeby innych to drugie. Bardzo dobry post. Pozdrawiam 🙂 codziennik-kobiety.blogspot.com

  • Zgadzam się w 100%! Często zdarza się, że ludzie tak obnoszą się ze swoją mniejszością, że po prostu działają innym na nerwy! Bo przecież ich się powinno szanować, a całą resztę można mieć w głębokim poważaniu…
    Dobrym przykładem są jeszcze starsze panie w autobusach, którym wypada ustępować miejsca, ale uwaga! najlepiej dwa, bo przecież ich torby z zakupami też muszą mieć gdzie siedzieć 😉

  • Ja jestem osobą palącą i nie widzę nic złego w paleniu nawet w deszczu. Nie masz ochoty – nie pal, a nie truj innych. Mój partner jest osobą niepalącą i szanuje to dlatego wychodzę na balkon, a nie wyziewam na niego dymy w pomieszczeniach.

  • Bardzo dobry wpis. Zgadzam sie z tym, wszyscy jestesmy ludzmi i powinnismy byc traktowani tak samo a nie na specjalnych warunkach. Przede wszystkim na pierwszym miejscu powinien byc szacunek. Niezaleznie od pogladow-

  • Popieram, uważam, że nie ma nic gorszego niż dyktatura roszczeniowej mniejszości przekonanej o swojej wyższości w stosunku do reszty społeczeństwa! Agresywni weganie są tego doskonałym przykładem.

    • To prawda. Chociaż myślę, że nie warto uogólniać i generalizować „agresywni weganie”. Tu nie chodzi o to kto kim jest i co je, ale o to jakim jest człowiekiem. Pisanie „agresywni weganie” jest tak samo negatywnie nacechowane jak „poj…ani mięsożercy”, nie ma sensu wdawać się w takie przepychanki.

  • Dzień Tolerancję powinniśmy świętować codziennie, nie tylko dla tego by na każdym kroku doszukiwać się dyskryminacji, ale także dobrze zrozumieć sama jej definicję. Aby unikać zachowań i nadużyć, które opisujesz .

  • Fajne chochoły, nie bardzo wierzę, że takie sytuacje miały miejsce. Jeśli już, to raczej powinnaś pisać o ludziach niewychowanych, a nie np. o palaczach. Trafiłaś na chama, któremu zdarzyło się palić, a nie na typowego przedstawiciela mniejszości palaczy. Czy jeżeli emerytka potrąci cię na schodach i nie przeprosi, będziesz pisać, że te dzisiejsze emerytki wyobrażają sobie za dużo?

    • Oczywiście tekst był z przymrużeniem oka 🙂 i może to jasno nie wybrzmiało, ale ja w tym tekście nie krytykuję całych grup. Mi tylko chodzi o to, że pewne osoby kryją się pod pewnymi grupami, bo myślą, że im wszystko wolno. Bo jeśli skrytykujemy taką osobę, to my będziemy nienormalni, bo krytykujemy np. wegetarianina. A my przecież zwracamy uwagę człowiekowi. I biorąc Twój przykład, to nie chodzi o to, żeby uważać wszystkie emerytki za wariatki. To świetny przykład, bo starszym osobom też nie zwracamy uwagi, ze względu na wiek. Ale to nie znaczy że mogą bezkarnie się zachowywać. Jeśli coś nam przykrego zrobi staruszka, to jej o tym powiedzmy i nie będzie to oznaczało, że nie mamy szacunku do starszych. O to w tym wszystkim chodzi. Nie bójmy się wyrażać, w sposób kulturalny, naszego niezadowolenia. Bez względu, czy jest to staruszek, ksiądz czy palacz. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *