belfer

Belfer – moje wrażenia z serialu

To nieprawda, że w Polsce nie kręci się dobrych seriali. Ostatnio moją uwagę przykuł pewien kryminał łudząco podobny do Miasteczka Twin Peaks. Obejrzałam wszystkie odcinki w dwa dni. No prawie wszystkie, bo ostatni będzie dzisiaj. Jeśli ktoś nie oglądał, a chce, niech nie czyta dalej. Mowa oczywiście o serialu Belfer.

Wydaje się, że reżyser żywcem ściągnął fabułę z popularnego amerykańskiego serialu. Jednak przy bliższym poznaniu okazuje się, że jest to tylko puszczenie oka do zorientowanego w temacie widza. Niby mamy śmierć młodej dziewczyny, zakochanego w niej młodzieńca, grupkę przyjaciół, intrygi, podejrzane interesy i jego – samozwańczego tropiciela zabójcy. No cóż, tu trudno było powielić tę postać. Detektyw w kremowym prochowcu dający się powiesić za kawałek Cherry Pie i „cholernie dobrą filiżankę kawy”, ciągle gadający do dyktafonu, to zdecydowanie dziwny bohater, jak na małomiasteczkową opowieść. Na jego miejsce dostajemy nauczyciela, który z niewiadomych powodów zostawił pracę w stolicy, by móc snuć opowieści o cierpieniu młodego Wertera młodym licealistom w Dobrowicach. Tak się składa, że przybywa dokładnie dzień po śmierci jednej z uczennic. Przypadek? Nie sądzę.

Później zaczyna być już coraz dziwniej, ponieważ jak się okazuje, zamiast uczyć młodzież, całymi dniami biega po lasach, romansuje, jeździ do podejrzanych miejsc i zapoznaje typów, którzy codziennie za polską granicą zabijają ludzi na pęczki. Tylko po co? Nie ma co robić? Otóż zmarła jest jego córką (chyba), a on niczym Leo w Zjawie poprzysiągł wymierzyć karę temu, co ją zabił. Przy okazji uśmiercając kilku mieszkańców tego spokojnego, jak dotąd, miasta.

Film ten jest na wskroś polski. Nie tylko za sprawą przekleństw i dużej ilości papierosów (palą uczniowie, nauczyciele, policja, rodzice, czarne charaktery – wszyscy). Gdy oglądamy zagraniczne filmy, wydaje się, że wszystko jest takie proste. Ktoś ginie, a policja natychmiast zbiera ślady i zaczyna przeprowadzać śledztwo, aby jak najszybciej rozwikłać zagadkę. Ale tego w tym serialu nie znajdziecie. Gdy w małym miasteczku ginie osoba, zaczynają się kłopoty. Po pierwsze, nie ma psów do tropienia śladów. Trzeba taką prośbę zgłaszać tydzień wcześniej w Elblągu. Więc trzeba było morderstwo przewidzieć, bo po tygodniu ze śladów nic nie zostanie. Po drugie, sprawą zaczynają się interesować media, a jak wiadomo paparuchy wywęszą wszystko, nawet to, co policja będzie chciała ukryć. Po trzecie, trzeba się zmobilizować do pracy, a jak widzimy funkcjonariuszom w Dobrowicach do tego nie śpieszno. No i w końcu po czwarte, jak się okazuje, taka śmierć może sporo namieszać w interesach, które załatwiają grube ryby tego miasta.

Swoją drogą ten serial przedstawia bardzo krwiste postacie, które możemy spotkać w naszych małych miastach oraz sytuacje, które mogą nam być znane z własnych doświadczeń.

Mamy młodą dziewczynę, która ginie w niewyjaśnionych okolicznościach. Ładna, mądra, z dobrego domu, mająca ambitne plany na przyszłość. Ale to tylko pozory. Uzależniona od tabletek, romansująca ze znacznie starszym mężczyzną, nastolatka, której rodzice chcieli, aby poszła na medycynę, podczas gdy ona marzyła o aktorstwie. Nagle zachodzi w ciążę i wszystko się komplikuje. Aż w końcu zostaje zamordowana podczas klasowego ogniska. Jak się później okazuje, nikt jej nie lubił, nikt o niej nic nie wiedział. Poza jedną koleżanką. Nawet jej chłopak o niczym nie wiedział. Samotna pośród ludzi tłumu.

Środowisko szkolne to temat na oddzielny artykuł. Niezainteresowane i niezorientowane w tym, co się dzieje z uczniami. A ci ćpają, handlują narkotykami i mają problemy z prawem. Gdzie są pedagodzy, nauczyciele? Są jedynie tacy, którzy z uporem maniaka powtarzają, że to wszystko przez bezstresowe wychowanie. Jest też obleśny wuefista, który ślini się na widok uczennic i tylko czeka na moment, żeby mógł rozmasować uraz spowodowany grą w kosza.

Grube ryby, obecne w każdej nawet najbardziej zapyziałej dziurze. Myślą, że mogą wszystko, bo od czasu do czasu zasponsorują salę gimnastyczną albo ośrodek kultury. Tymczasem na co dzień kombinują jak tu coś ugrać, kogo okraść. Mają układy z policją, przez co czują się nietykalni i niezniszczalni.

Czas przejść do policji, która lubi sobie walnąć setkę w trakcie służby i modli się, aby ich praca polegała tylko na łapaniu pijanych kierowców. Skorumpowani, bezradni wobec panujących w mieście układów, bojąc się o własne tyłki, są w stanie zrobić wszystko. Nawet pomagają zafałszować wyniki badań krwi. Są bardzo nieporadni i śmieszni w tej masce groźnego stróża prawa. Nic dodać, nic ująć.

Nawet dziennikarz zostaje stłamszony przez bogaczy. Nie może pisać o niczym innym niż o zderzeniu aut lub dziurach w drodze. W walce o prawdę przeszkadza mu alkohol, który sprawia, że wyrzuty sumienia nie dają mu żyć. Kiedyś zrobił coś złego i do dziś nie może sobie tego wybaczyć. Na całe szczęście w tych wszystkich oparach alkoholowych powstaje teczka, a w niej odkładane są wszystkie ciekawe informacje na temat najważniejszych w tym mieście. Przydatna sprawa, która koniec końców pozbawia go życia.

Na koniec coś zupełnie odrealnionego. Mały ukłon w stronę amerykańskiego kina. Albowiem jedną z głównych postaci jest nasz polski James Dean. Czarna skórzana kurtka, biały T-shirt i jasne jeansy do tego ciemne okulary, włosy zaczesane do tyłu i mustang. Ot wypisz, wymaluj klasyczny mieszkaniec każdej polskiej mieściny. Ten przystojniak nie wykorzystuje swojego wizerunku w świecie mody. Zamiast tego wybrał świat narkotyków, spirytusu i nielegalnego ich transportu. Wraz z dwoma głupkowatymi koleżkami robi ciemne interesy. Niestety dla niego, wybrał sobie niewłaściwy obiekt westchnień, co będzie go kosztować życie. Niemniej jednak ciekawy koloryt, dla tego przydymionego serialu.

Powrócę jeszcze na chwilę do głównej roli. Wiele się Maciejowi Stuhrowi oberwało za tę rolę. Że niby gra drętwo i nieporadnie. Ja takiego wrażenia nie odnoszę. Jak dla mnie wycisnął maksimum z tego, co mu napisano. Jego postać jest dziwna więc i on taki jest. Bo czy często zdarza Wam się spotkać nauczyciela tak zaangażowanego w poszukiwania mordercy jednej z uczennic? No nie. I może gdyby zagrał policjanta, który na własną rękę zaczyna śledztwo, to nie byłoby to takie dziwne. Nauczyciel, który jak się pod koniec okazuje, wykorzystuje swoją klasę do poznania prawdy, jest niefortunnym zabiegiem. Ale może tak właśnie miało być.

Sam serial nie jest górnych lotów, ale mnie wciągnął bez reszty. Nie oglądam zbyt wiele kryminałów, więc nie mam porównania. Zresztą, to „tylko” kryminał, czyli historia zabójstwa w kilku odcinkach, nie oczekujmy fajerwerków. Chociaż wiem, że Polska przyzwyczajona do „Klanu” i „Złotopolskich”, może być zaskoczona takim serialem. Jak dla mnie fabuła jest ciekawie skonstruowana i powiem szczerze, że gdybym miała oglądać normalnie w telewizji, to bym oszalała czekając cały tydzień na kolejny odcinek. Dzięki uprzejmości koleżanki, która wszytko nagrała na dekoder, mogłam w dwa dni nadrobić zaległości. Chodzą plotki o drugiej serii. Zobaczymy. Ciekawostką jest to, że nawet aktorzy nie wiedzą do samego końca, kto zabił. Dostawali tylko fragmenty scenariusza, aby morderca nie zdradził się żadnym gestem czy mimiką. Ja mam kilku podejrzanych i myślałam, że zbliżając się do końca, będę ich mieć coraz mniej. Myliłam się, ciągle wskakiwała kolejna postać i teraz już nie wiem.

A Wy jakie macie typy?

fot. materiały prasowe

18 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *