Zima, baśń, film.

Moje ulubione świąteczne filmy

Film na Święta? Czemu nie? Nic tak idealnie nie wprawia nas w świąteczny nastrój, jak piosenki i filmy. I chociaż w galeriach handlowych od dawna rozstawione są choinki i brzmią kolędy, to jednak klimat stworzony w domowym zaciszu jest bezcenny. 

Uwielbiam filmy i uwielbiam święta. Dlaczego by tego nie połączyć? Nie wiem jak Wy, ale ja już od początku grudnia co tydzień włączam sobie jakiś świąteczny film. Oto te, które oglądam co roku.

1. To właśnie miłość

Zdecydowanie mój numer jeden. Nie wiem, ile razy go oglądałam, ale w te święta obejrzę jeszcze raz. Cudowny, ciepły, romantyczny film. Kilka historii o miłości, bardzo mądrych i bardzo wzruszających, ze świątecznym motywem w tle. Nie można oglądać go bez chusteczek. Mam kilku swoich ulubionych bohaterów. Mark bezgranicznie zakochany w żonie swojego przyjaciela. Scena, w której przychodzi do nich do domu i udając kolędników, pokazuje Juliet kartki z wyznaniem miłości, jest tak piękna i tak smutna, że już mam łzy w oczach. Albo Jamie Bennett i Aurelia. W ogóle się nie znają, nie potrafią się ze sobą dogadać, bo każde mówi w innym języku, a pomimo to nie mogą bez siebie żyć. No i jakże rozczulający Sam, który właśnie przeżywa swoją pierwszą miłość do dziewczyny, która nawet nie zwraca na niego uwagi. Piękne.

2. Listy do M.

Nie przepadam za polskimi komediami romantycznymi, ale ta jest boska. Zapewne za sprawą świetnie dobranych aktorów. Ten film to trochę polska odpowiedź na „To właśnie miłość”. Kilka miłosnych historii, śmieszne sytuacje, no i też dzieje się w okolicy Bożego Narodzenia. Ścieżka dźwiękowa i zdjęcia są perfekcyjnie dobrane. Przyjemnie się ogląda. Powstały też „Listy do M. 2”, ale jakoś nie przypadły mi do gustu i pozostanę wiernie przy jedynce.

Fot. Facebook

3. Kevin sam w domu

Czy ktoś z Was wyobraża sobie święta bez Kevina? Tak się składa, że postać Kevina tak samo kojarzy się ze świętami, jak chociażby Mikołaj. Kiedyś nieroztropnie jedna ze stacji postanowiła nie emitować tego filmu w święta. Proszę mi wierzyć, że o mało nie skończyło się podpaleniem budynku tej stacji. Tak się Drodzy Państwo nie robi. „Kevin sam w domu”, to mój film z dzieciństwa. Mimo że na pamięć znam wszystkie sceny i tak będę go oglądać do końca życia. Zawsze mnie tak samo śmieszy i zawsze wzruszam się pod koniec.

Fot. pudelek.pl

4. Opowieść wigilijna

To jest film, który oglądamy z mężem dzień przed Wigilią. Nie jest zabawny jak te poprzednie. Uczy nas, że nie tylko pieniądze są ważne, co to znaczy mieć rodzinę i jak być dobrym pracodawcą. Uniwersalne wartości, których nigdy nie zaszkodzi sobie przypomnieć. Oczywiście my oglądamy wersję z 1999 roku.

Fot. fdb.pl

5. W krzywym zwierciadle: Witaj św. Mikołaju

Niby na końcu, ale wcale najgorszy nie jest. Podobnie jak „Kevin sam w domu” bawi do łez, mimo że znamy go na pamięć. Moja mama oglądając scenę z wyskakującą z choinki wiewiórką, traci oddech ze śmiechu, a my razem z nią. Próba ubrania przez Griswolda domu to już klasyk, który pewnie w każdym domu jest parodiowany. No i ta rodzinka z campera. Niezawodna rozrywka nie tylko na święta.

Fot. pianamagazine.lh.pl

 Podzielcie się Waszymi świątecznymi filmami. Chętnie coś dodam do mojej kolekcji.

10 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *