freelancerzy

7 rzeczy, które słyszą freelancerzy

Praca w domu jest coraz bardziej popularna i coraz bardziej opłacalna. Niestety wciąż krążą o niej legendy i jest uważana za gorszą opcję. Z racji tego, że sama jestem freelancerem, opowiem Wam, co zdarza mi się słyszeć.

1. Da się z tego wyżyć?

Nie, nie da się. Tak naprawdę jem trawę i popijam wodą czekając, aż jakiś klient zapuka do mych drzwi. Przecież pracując w domu można zarobić tyle samo, co w każdej innej pracy, a czasami nawet więcej. Może to pytanie zadają ludzie, którzy zazdroszczą tego, że wstaję o której chcę lub, że mogę mieć urlop w każdym momencie? Tylko, że każdy z nas może tak mieć, więc po co zazdrościć?

2. Jak będziesz siedziała w domu, to zrób tego kurczaka, co Ci tak dobrze wychodzi.

Przecież to oczywiste, że praca w domu nie wypełnia mi całego czasu, więc mogę spokojnie skoczyć po zakupy, wyprać dywan, zrobić obiad, wypastować parkiet, przetrzeć kurze, uprasować ciuchy i schłodzić piwo. Fakt, praca w domu sprawia, że więcej rzeczy możemy zrobić w tak zwanym międzyczasie, ale wszystko w granicach normy. Jeśli poświęcimy się pracom domowym nie zarobimy tyle ile byśmy chcieli, a przecież nie o to chodzi.

3. Znajdź sobie jakąś uczciwą pracę jak Twój brat.

Wiadomo! Czas skończyć ze sprzedażą kokainy, napadami na bank i oszukiwaniem babć na wnuczka. Co innego praca w urzędzie. Porządne i uczciwe zatrudnienie. Czy ludziom serio się wydaje, że praca w domu jest na granicy prawa i muszą zrobić wszystko, żeby nas od niej uwolnić? Ja mam działalność gospodarczą, płacę ZUS i podatki. Jestem uczciwym obywatelem i pracę wykonuję sumiennie. Jeśli ktoś woli pracować inaczej w porządku, ale ja swojego trybu nie zamienię na żaden inny.

4. To po co było 5 lat studiować?

Po to, żeby zdobyć wykształcenie, które jest niezbędne do naszego rozwoju. To inwestycja w nas samych, która zawsze się opłaca i zawsze się zwraca. W moim przypadku moja praca wiąże się z kierunkiem studiów, ale w przypadku mojego męża już nie. Ale to nie znaczy, że tego żałuje lub lepiej byłoby gdyby te pięć lat poświęcił na coś innego. Poza tym nigdy nie wiadomo, co się w życiu przyda.

5. No ja się nie dziwię, że nic nie robisz, skoro Twój mąż tyle zarabia.

Tak, mój mąż często spełnia moje fanaberie, a praca w domu jest jedną z nich. Przecież tak naprawdę nic nie zarabiam, tylko udaję. Oboje ciężko pracujemy, nawet gdy komuś się wydaje, że klikanie przez kilka godzin w klawiaturę to nie praca. Akurat oboje z mężem jesteśmy freelancerami, więc jedziemy na tym samym wózku.

6. Może Ty masz zbyt wysokie wymagania?

Tak, mam i właśnie dlatego pracuję w domu. To ja o wszystkim decyduję i ja jestem dla siebie szefem. Ale nie jest to dla mnie przegrana, a raczej ogromny sukces. W każdej nawet najlepszej pracy prędzej czy później przyjdzie kryzys. Jeśli mnie złapie kryzys, kopię się w tyłek i prę do przodu. Jeśli mam jakieś pretensje to tylko do siebie. To nie jest tak, że pracuję w domu, bo nie znalazłam pracy, ja jej nie szukałam, bo wiedziałam, jak chcę pracować.

7. To może ja Ci załatwię jakichś klientów?

Dokładnie na to liczę. Może lepiej od razu zrobić jakąś akcję humanitarną ratującą mnie przed śmiercią głodową. Skoro już jestem na tyle dorosła, że postanowiłam założyć własną firmę, to potrafię też zadbać o swoich klientów. Zwłaszcza, że często takie polecenia są chybione, ale osoba polecająca ma poczucie, że uratowała mi życie. Nie będę wyprowadzać jej z błędu.

17 komentarzy

  • Znajomych, którzy by tak do mnie mówili, pewnie wykasowałabym z telefonu i ograniczyła toksyczne kontakty. Ale z rodziną jest inaczej, chociaż takie rozmowy na pewno nie zachęcają do ciągłego kontaktu. Mam to szczęście, że moja mama i brat bardzo doceniają to, co robię. Mój ojciec z kolei przez wiele lat nie porzucał nadziei, że rzucę freelancing i skończę wreszcie stomatologię, by mieć „normalną” pracę. A jednak, nadal pracuję na własnym jako tłumaczka 🙂

  • Z tą kwestią studiów to jest dla mnie niepojęte jakie głupie są wyobrażenia niektórych. Nie jestem freelancerką ale zaraz po zakończeniu studiów zaczęłam szukać pracy poza kierunku który studiowałam – bo tak chciałam – a do tej pory zdarzają mi się od ludzi pytania o to po co mi ta Politechnika była skoro teraz robię coś zupełnie innego

  • Kocham Cię za ten artykuł <3
    Punkt o znalezieniu normalnej, uczciwej pracy jest najlepszy!!! Moja mama poleca mi zabranie się np. za fryzjerstwo, bo siedzenie przed komputerem to z pewnością nic dobrego, albo porządnego! Praca dla leni, jak ona to nazywa 😉

  • A ja zazdroszczę Ci tej pracy i decydowania o sobie. Ja za to słyszę biedna nauczycielka…a czasem znoszę pogardliwie spojrzenia tych,którym,w ich mniemaniu oczywiście,się udało…Przecież nauczycielami zostają tylko nieudacznicy…Dziwne…Widocznie byłam nieudacznikiem od dziecka…

  • Taaak. Tez to słyszałem wielokrotnie. Moja pierwsza dziewczyna kompletnie nie rozumiała, czemu chcę być tłumaczem-freelancerem. Mój ojciec bardzo długo nie potrafił zrozumieć, czemu jestem freelancerem. Tylko moja matka miała zupełnie inne podejście. A ja sobie nie wyobrażam innej roboty. Uwielbiam ja i tyle. I zastanawiam się, czy moja hipotetyczna partnerka tez nie powinna być freelancerką…

    • Mój mąż jest tłumaczem przysięgłym i nie zamieniłby tego na nic innego. Czasami trudno wiązać miesiąc z miesiącem bo ani ja ani mąż do końca nie wiemy ile zarobimy, ale nauczyło nas to dobrego planowania finansów i jakoś dajemy radę 🙂

  • Hahaha! Jakbym słyszała moją babcię 😀 Wiesz, bo ja tylko śpię do południa, cały dzień chodzę w piżamie i siedzę na komputerze. Matkę tylko wykorzystuje. Lepsza byłaby praca w jakiejś fabryce czekolady (prawdziwa propozycja mojej babci, która wiecznie szuka mi pracy w ogłoszeniach w gazecie lokalnej). Bo przecież marzeniem każdego jest zarabianie najniższej krajowej.
    A tak serio, to skończyłam studia informatyczne i jestem grafikiem – ilustratorem. Pracowałam na umowie o pracę, zlecenie, o dzieło i miałam własną firmę. Chyba wszystkie opcje zobaczyłam pod każdym kątem. Co prawda obecnie szukam pracy etatowej, bo potrzebuje chwili stabilizacji w swoim życiu, jednak najbardziej podoba mi się praca z domu – freelancing. I niech wszyscy spadają! Ja sobie będę żyć po swojemu, nikt mi nie musi mówić co mam robić, do jakiej pracy iść i ile jestem warta. Trochę przykro, że pomimo moich wszystkich wysiłków, lat pracy nad swoimi umiejętnościami, wydanych pieniędzy na szkołę, sprzęt, oprogramowanie, itd. są osoby, które mają to gdzieś. Ale wszystkim nie dogodzisz i trzeba się z tym pogodzić. Przecież w życiu nie chodzi o to, żeby wszyscy byli zadowoleni z tego co robisz, tylko ty 🙂

  • Mój ulubiony , którym częstuje mnie własna matka, jest podobny do punktu 5 – „możesz sobie pozwolić żeby nic nie robić/tak mało pracować/przebierać w zleceniach, skoro twój mąż dobrze zarabia”.
    Ooo i nie raz słyszałam „idź na etat, bo jak będziesz miała dzieci, to i macierzyński i wychowawczy dostaniesz”. Kiepska motywacja, jak się wie, że etat w moim zawodzie starcza na ratę kredytu na mieszkanie i bilet na pociąg, a później już tylko śmierć głodowa 😉
    PS. Bardzo fajne te Twoje Psychozapiski. Właśnie na nie trafiłam i czuję, że zostanę na dłużej 🙂

    • Dziękuję za miłe słowa, czuj się jak u siebie 🙂 Oj tak, rodziny, które powinny nas rozumieć i życzyć nam jak najlepiej często nie rozumieją, że praca na własną rękę może być znacznie lepsza dla nas i dla naszych zarobków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *