Gladiatorki TV

W Polsce nie robi się dobrych programów, a te, które telewizja kupuje, nie są przystosowane do naszej mentalności. Gdzie te czasy, w których przez godzinę oglądało się Piórkiem i węglem, tylko po to, żeby zobaczyć, co dziś wyczaruje pan Zin. Gdzie te czasy, w których w telewizji mogliśmy zobaczyć sztukę teatralną? Kiedyś telewizja uczyła, dziś ogłupia.

Weźmy na przykład tak modny teraz Projekt Lady. Program powstał na podstawie brytyjskiego formatu Ladette to Lady. I może w Wielkiej Brytanii ma to sens, bo Królowa, żywopłoty i takie tam, ale u nas? Co taka dama ma robić w np. w Murzasichlu? Otóż chodzić na bankiety, tańczyć tango i przygotowywać kolacje na dwieście osób (chyba ze wszystkimi bacami z okolicy?).

Ale mimo wszystko oglądalność jest duża, a i uczestniczek nie brakuje, skoro zrobili drugą edycję. Na naszych oczach możemy zobaczyć zaskakującą metamorfozę dziewczyn, które za dotknięciem czarodziejskich pereł zmieniają się w prawdziwe damy, a my z wypiekami na twarzy kibicujemy naszym faworytkom. Tylko ja mam jedno pytanie – czy któraś z Was zastanowiła się, że to w przyszłości może być Wasza córka? Czy chciałybyście oglądać, jak owa córka opowiada o tym, że bierze narkotyki, kradnie i nienawidzi rodziców? Miło by Wam było? To po co to oglądacie? To tania rozrywka. Pamiętajcie, że każde Wasze spojrzenie skierowane w stronę telewizora, napędza oglądalność, która bezpośrednio przekłada się na dalsze odcinki. To kiepskiej jakości programy, które robią więcej szkody niż pożytku.

Najgorsze w tego typu programach są pseudoterapie. Ja się nie dziwię, że później ludzie nie chcą chodzić do psychoterapeuty. W Projekcie Lady jest pani Tatiana. Osoba, która publicznie poniża dziewczyny i jeszcze nazywa to wsparciem. Każe czytać upokarzające opinie na temat uczestniczek, które napisali jacyś studenci (tandetna dziewczyna na raz). Albo wygrzebuje okropne historie, pełne bólu, cierpienia i strachu. Aby tylko udało się wydobyć z dziewczyn łzę, którą tak dobrze ogląda się, siedząc na kanapie przed telewizorem. Abo mój hit, jedna z uczestniczek opowiadała, że w przeszłości zdemolowała koleżance mieszkanie, gdy okazało się, że ta sypia z jej facetem. Komentarz pani terapeutki był taki, że ona jeszcze zniszczyłaby jej samochód, ale oczywiście nie należy agresją rozwiązywać takich sytuacji. Serio? To jest niebezpieczna gra emocjami i nawet jeśli te sceny są wyreżyserowane, tego zwyczajnie się nie robi.

Druga naczelna terapeutka TVNu to Magda Gessler. Ta to dopiero robi show. Przy smażeniu schabowego, obowiązkowo na smalcu, wydobywa od uczestników najpikantniejsze szczegóły ich życia. Rozwody, zdrady, znęcanie psychiczne i fizyczne to dla niej pikuś. Radzi sobie z tym szybciej niż trwa duszenie gulaszu. Tam też mam swój hit. Pan kelner – alkoholik – miał problem z trzeźwością i z pracą. Recepta pani Magdy była bezbłędna – musi pan przestać pić. Genialne! I przestał, choć kolor jego twarzy wskazywał na co innego.

Swoją terapeutyczną kozetkę ma też Maja Sablewska. I ona jest mistrzynią w tym, co robi. Pewnie się nie zgodzicie, bo przecież ona pomaga uczestniczkom nabrać pewności siebie. Bzdura. Do Mai zgłaszają się kobiety po przejściach. Muszą na kanapie opowiedzieć o swoich największych tragediach, żeby udowodnić, że cierpią i potrzebują zmian. Od śmierci bliskich, przez choroby, po rozwody i poronienia. Maja tego wszystkiego słucha i mówi, żeby się nie martwić, że teraz jest Nowy Początek i ona pomoże tej kobiecie stanąć na nogi, ale zanim to zrobi, to jeszcze trochę pokopie leżącego.

Zabiera ją do walizki, a tam obraz nędzy i rozpaczy. Prowadząca drwi „czy Ty w tym chodzisz?”, „a to gdzie zakładasz?”, „w tym chodzisz do pracy?”. Pewnie sobie myśli „dziewczyno, Ty w TYM wychodzisz na miasto?”, „to są jeszcze ludzie którzy nie chodzą w Louis Vuitton?”. Maju – są. Jakby tego było mało, prowadząca musi zadać kolejny cios – chyba ulubiony większości oglądających – lustro prawdy. Uczestniczka musi się rozebrać, a Maja pisze na szkle swoją ocenę „brzuch do poprawki i pupa trochę obwisła, ale tak poza tym, jesteś piękna” (!!!). Czasem doda zalecenia, że trzeba więcej ćwiczyć i zdrowiej się odżywiać. Maju – nie wszystkich stać na personalnego trenera i dietę pudełkową dostarczaną pod drzwi. Są matki, które pracują na kilku zmianach i jedyne o czym marzą, to sen. Trochę realności zalecam. Potem dorysowuje uśmiech i mówi „to jest najważniejsze”. Pewnie, że jest, ale nie po tym, co powiedziałaś. Na koniec jeszcze tylko makijaż, fryzura i sukienka. Przebrana, bo przecież nie ubrana bohaterka płacze ze wzruszenia, jak pięknie wygląda.

Na koniec jeszcze egzamin. Bohaterka musi powiedzieć, czego się nauczyła. Prawidłowa odpowiedź brzmi mniej więcej tak: że muszę się starać dla siebie, bo ja jestem najważniejsza. Prawidłowa odpowiedź, dostajesz bransoletkę ze znakiem nieskończoności aby do końca życia pamiętać ten koszmar. Rano ta kobieta obudzi się bez makijażu, ze zburzoną fryzurą i bez sukienki, bo kazali jej oddać przed wyjściem ze studia nagrań. W walizce pozostaną nierozpakowane, wyśmiane ubrania. A w kuchni dzieci będą domagały się śniadania.

I wiecie, co Wam powiem? W starożytnym Rzymie gladiatorzy zabijali się na oczach tłumów, aby zapewnić im atrakcję. Dziś wystarczy włączyć telewizor. A wysyłając SMSa wydacie wyrok, jak kiedyś Cezar. Przemyślcie to sobie!

4 komentarze

  • nie wiem, po co i dla kogo powstają takie programy jak Projekt Lady, ale masz dużo racji – sami przyczyniamy się do skali tego zjawiska…

    • Byś się zdziwiła jak duża jest oglądalność. Już kiedyś o tym pisałam. Ludzie nie lubią ciszy. Po przyjściu do domu muszą coś włączyć w tle. I często są to tego typu programy, a oglądalność rośnie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *