Strach przed wariatami

Na jednym z forów internetowych znalazłam pytanie, czy chodzenie do psychoterapeuty nadal kojarzy się negatywnie. Odpowiedzi było sporo, większość osób twierdziła, że nasze społeczeństwo wciąż jeszcze negatywnie patrzy na osoby chodzące do terapeuty. Czas się z tym rozprawić.

Niedoinformowanie to w dzisiejszych czasach największy problem. Wciąż wiele osób myśli, że jeśli poda rękę osobie z wirusem HIV, to się zarazi. Podobnie jest z chorobami psychicznymi. Panuje opinia, że każdy człowiek chodzący do psychologa to wariat. A jakby nas z takim wariatem zamknięto w windzie, to byłaby Teksańska masakra piłą mechaniczną 6. 

Należy pamiętać, że osoby poważnie chore psychiczne najczęściej przebywają w zamkniętych zakładach psychiatrycznych i z reguły nie chodzą na wolności, a jeśli nawet wychodzą, to nie zabijają wszystkich w zasięgu wzroku. To nie są osoby pokroju Hannibala Lectera. Za dużo naoglądaliście się filmów. Byłam w niejednym takim szpitalu i żyję. Spójrzcie na to inaczej. W takim szpitalu, jak w każdym innym, jest wiele cierpiących ludzi. Żadna z tych osób nie zasługuje na miano wariata.

Niestety mamy takie czasy, że wiele osób nie daje sobie rady ze swoim życiem. Zaniedbują pracę, rodzinę. Czują się zagubieni, nie wiedzą, jak sobie poradzić. Wtedy zgłaszają się do specjalisty. Jak nas boli oko, to nie czekamy, aż samo przejdzie. Chcemy, aby ból minął. Podobnie jest z psychoterapią. Zgłasza się do mnie bardzo wiele cierpiących osób. W terapii uczymy się, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach, staramy się przepracować jakieś traumy, urazy. Tyle. Czy taka osoba to wariat? Bo ma kryzys? To w takim razie każdy jest wariatem.

Reakcje otoczenia na to, że ktoś korzysta z pomocy psychologicznej, są zatrważające. Jeśli powiesz o tym w pracy, licz się ze zwolnieniem. Jeśli dowie się o tym partner, możesz być pewien, że wypomni Ci to przy najbliżej kłótni „nie dziwię się, że się tak zachowujesz, skoro jesteś wariatką/wariatem”. Jeśli zechcesz powiedzieć o tym rodzinie, przestaną Cię do siebie zapraszać. No i te spojrzenia, czy przypadkiem zaraz nie wstaniesz i nie zaczniesz wszystkiego demolować. W sumie, gdybym doświadczała takich sytuacji, to nie wiem, czy faktycznie nie zaczęłabym im wszystkiego demolować.

Dla ścisłości tylko powtórzę, że ten Wasz wariat to NORMALNA OSOBA, KTÓRA PRZECHODZI KRYZYS I POTRZEBUJE POMOCY. Podać Wam przykłady? Proszę bardzo.

Teresa, lat 31. Na terapię zgłosiła się, bo trzykrotnie poroniła i nie potrafi sobie z tym poradzić. Pochodzi z rodziny, w której ojciec nadużywał alkoholu, a matka była ciągle nieobecna. Szybko założyła rodzinę, której bardzo pragnęła. Ma kochającego męża i bardzo chcieliby mieć potomstwo. Niestety zaburzenia hormonalne nie pozwalają jej donosić ciąży. Stara się już od 6 lat. Bezskutecznie. Boi się, że z każdym rokiem będzie jej coraz trudniej zajść w ciążę, a marzy jej się liczna rodzina.

Wariatka? Nie sądzę!

Tomasz, lat 35. Biznesmen posiadający 3 firmy. Zgłosił się na terapię, ponieważ organizm odmawia mu posłuszeństwa. Przeszedł liczne badania i każdy z lekarzy odsyłał go to psychoterapeuty, bo wszystkie organy miał zdrowe. Mimo wszystko bardzo cierpiał. Jak się okazało, miał surowego ojca, który całe życie wymagał od niego więcej, niż ten potrafił udźwignąć. Musiał mieć świetne wyniki w nauce, dostać się do najlepszego liceum i na najlepsze studia. A gdy proces edukacji się zakończył, miał mieć świetnie prosperujące firmy. I miał, ale kosztem zdrowia i swojej rodziny, którą jakimś cudem udało mu się w międzyczasie założyć. Chciał przystopować, ale bał się, że rozczaruje ojca. Nie wiedział, co ma robić.

Wariat? Nie sądzę!

Katarzyna, lat 25. Skończyła studia medyczne i chciała zacząć staż. Zupełnie niespodziewanie okazało się, że jej siostra popełniła samobójstwo. Siostra była dla niej najważniejszą w życiu osobą. Różniły je 2 lata, więc zawsze miały mnóstwo wspólnych zainteresowań. Katarzyna nie była w stanie pogodzić się z tym, że nie wiedziała, co dzieje się z siostrą. Nic nie wskazywało na to, że źle się czuje. Wzięła całą winę za tę sytuację na siebie. Uznała, że przez to, iż studia medyczne pochłonęły ją bez reszty, nie poświęcała wystarczająco dużo uwagi siostrze. Nie poszła na staż. Nie potrafiła sobie tego wszystkiego poukładać w głowie.

Wariatka? Nie sądzę!

Właśnie tego typu pacjenci zgłaszają się do mnie do gabinetu. Nie chcą nikomu wyrządzić krzywdy, za to sami często wiele jej doświadczyli. Miejmy trochę empatii, zanim komuś prosto w twarz wykrzykniemy WARIAT. Przez Was te osoby boją się zgłosić po pomoc, która niejednokrotnie mogłaby im uratować życie.

5 komentarzy

  • powiem Wam jedno -najwięksi „wariaci” chodzą po ziemi i ukrywają się w normalnych na pozór ludziach. To po prostu psychopaci – ludzie pozbawieni empatii, którzy bez mrugnięcia okiem skrzywdzą drugiego człowieka. Ale nigdy nie poznamy ich na pierwszy rzut oka. I to oni pierwsi krzykną „wariat” w stronę człowieka z problemami…

  • Chodziłam do terapeuty regularnie przez 2 lata, wreszcie mogłam być sobą ale potem musiałam przerwać i problemy wróciły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *