W sidłach przemocy

Piszą do mnie różne osoby z prośbą o radę. Te prośby są różne, ale najwięcej jest tych dotyczących związku. Związek jest jednym z istotniejszych etapów naszego życia, więc nie ma się co dziwić, że jest z nim tyle kłopotów. I jeśli te sprawy dotyczą braku porozumienia, to w porządku, każdemu się zdarza, ale jeśli dotyczą przemocy, to jest to już duży problem.

Aby lepiej zobrazować ten temat, pokażę Wam, co mniej więcej dostaję. Włos się jeży na głowie. Przeczytajcie proszę.

Oto kilka takich wiadomości (osoby zgodziły się na ich publikację):

Jestem mężatką od 5 lat. Mamy dwójkę dzieci 5 i 2 latka. Wraz z mężem prowadzimy firmę budowlaną. Ja zajmuję się księgowością, mąż realizacją zleceń. Nie wiem, czy to dlatego, że ze sobą pracujemy, czy po prostu do siebie nie pasujemy, ale nie układa nam się najlepiej. W zasadzie nigdy się nie układało. Pobraliśmy się bo zaszłam w ciążę. Mąż od początku miał do mnie o to pretensję, jego rodzina też nie była zadowolona. Nie mieliśmy gdzie zamieszkać, więc wprowadziłam się do męża i jego rodziców. Nie będę się tu rozpisywać o koszmarze, jakiego tam doświadczałam. Teściowie w niczym mi nie pomagali. Złościli się, że dziecko płacze i nie daje im spać. Moi rodzice byli daleko i nie miałam nikogo, żeby się wypłakać. Mąż miał już działającą firmę, więc mogłam u niego pracować. Znałam się na księgowości więc było prościej. Mogłam też pracować czasem w domu. Mąż od zawsze był nerwowy, nie wiem czy to przez pracę, czy przeze mnie, czy może przez dzieci. Gdy przychodzi do domu jest zmęczony i odgania od siebie dzieci jak muchy. Nie ma z nimi kontaktu, ze mną też nie. Leży przed telewizorem. Krzyczy gdy mu się przeszkadza. Dzieci już nauczyły się że tata zły. Prawie ze sobą nie rozmawiamy, oprócz rzeczy związanych z firmą albo jakimiś zakupami. Nie bije mnie, ale czasem jak się kłócimy boję się, że może to zrobić. Zdarza mu się też (coraz częściej) przychodzić upitym z pracy. Wtedy awanturuje się jeszcze bardziej. Od 5 lat nie miałam ani jednego szczęśliwego dnia. Gdyby nie dzieci, nie wiem co bym zrobiła. Nie mam nikogo. Coraz częściej myślę o rozwodzie, ale nie wiem jak sobie poradzę z dwójką dzieci. 

Piszę do Pani, bo już nie wiem co zrobić. Jestem z toksycznym facetem. Wiem, że znęca się nade mną psychicznie. Czytałam o tym. Jest strasznie o mnie zazdrosny. Kontroluje moje sms-y, maile. Śledzi mnie. Robi mi awantury, jeśli zagadam z jakimś kelnerem lub taksówkarzem. Kiedyś mi się to podobało, bo myślałam, że mu się podobam i to dlatego. Ale teraz się już jego boje. Nie okazuje mi uczuć, jedyne co czuję, to to że jestem jego własnością. Zaczął nawet mówić, że jeśli się z nim rozstanę, to ja już z nikim nie będę i że się o to postara. Nie wiem, czy to żarty, ale brzmi strasznie. Nie chcę z nim być, tzn nie chcę z nim być takim jaki teraz jest. Na początku związku tak mu nie odwalało. Ale z drugiej strony boję się, że nikogo nie znajdę. Nie jestem już młoda i wiem, że będzie co raz trudniej. Myślę, że jemu przydałaby się jakaś terapia albo coś, ale boję się, że się zezłości jak mu o tym powiem. Co powinnam zrobić?

Przepraszam, że zawracam Pani głowę, ale jestem w kropce i zupełnie nie wiem do kogo się zgłosić. Jestem przed rozwodem i panicznie się boję. Nie wiem czy dobrze robię. O rozwód wniosłam ja, bo mąż mnie bił. Jesteśmy 9 lat po ślubie, mamy dziecko. To dobry człowiek, ale porywczy. Zdarzało mu się mnie uderzyć jak miał gorszy dzień. Syn to widział. Na początku schodziłam mu z drogi i starałam się nie denerwować, ale znajdywał inne powody, aby się na mnie wyżyć. Na co dzień, to zwykły człowiek. Pracuje w banku. Ma normalny kontakt z ludźmi z synem też. Ale są dni, że coś w niego wstępuje i byle drobnostka go złości. Kiedyś tak mnie pobił, że nie widziałam na jedno oko. Siostra powiedziała, że jeśli się za to nie wezmę, to ona zgłosi to na policję. Pomyślałam sobie, że jakby policja do nas przyjechała, to on by mnie chyba zabił. Pewnego dnia spakowałam się w jedną torbę, zabrałam syna i pojechałam do siostry. Wiedziałam, że muszę to przerwać dla mojego syna. Ale nie wiem czy dobrze robię. Boję się. On pewnie potrzebuje pomocy. Nie wiem, czy go kocham, to nie jest zły człowiek, tylko pogubiony. Wniosłam już wniosek o rozwód, za tydzień pierwsza rozprawa. Dzwoni do mnie, ale boję się odebrać. Może mnie przekonywać, żebym tego nie robiła bo się zmieni ale on już wiele razy tak mówił. Nie wierzę mu. Na rozprawę idę z siostrą. Chyba że się do tego czasu rozmyślę, nie wiem. 

Ciężko się to czyta. Jeszcze ciężej jest myśleć, że te osoby nie mają żadnego wsparcia, nie mają się do kogo zgłosić. Skoro są same ze swoimi myślami, to nie dziwię się, że nie potrafią na swoją sytuację spojrzeć z dystansem.

Co ja w takich sytuacjach radzę? Nic, bo ja nie mogę komuś nic poradzić, znając tylko pewien wycinek historii. Nie mogę wziąć na siebie odpowiedzialności za podjęcie tak ważnej decyzji. Poźniej ktoś partnerowi powie: terapeutka mi kazała, to tak zrobiłam.

Mogę natomiast podpowiedzieć kilka rozwiązań, z których można skorzystać.

  1. Należy się zastanowić, czy my do partnera coś czujemy. Może się okazać, że nasz partner, przez szereg różnych sytuacji, zaczął się zachowywać tak, a nie inaczej. Warto jest mu pomóc, zrozumieć, co się dzieje. Wtedy zalecam, albo terapię dla partnera, albo terapię par. Jeśli jest co ratować, to zawsze trzeba spróbować.
  2. Warto też pomyśleć o sobie i gdy jest taka potrzeba wybrać się do terapeuty. Terapeuta nie odpowie Wam, czy się rozstać czy nie, ale z pewnością pomoże spojrzeć na Waszą sytuację z innej strony. Będzie nam na pewno prościej podjąć jakąś decyzję, gdy będziemy wiedzieć, czego się boimy, co nas może spotkać i dlaczego tak się dzieje.
  3. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy my się partnera boimy. Jeśli tak, to jest to sprawa bardzo poważna. Jeśli zauważamy, że nauczyliśmy się pewnych zachowań, aby np. nie prowokować męża, to tak się nie da żyć. Życie w ciągłym strachu może nas bardzo wyniszczyć. W takich sytuacjach decyzja o rozstaniu może być konieczna, aby ratować własne życie i zdrowie.
  4. Jeśli w związku jest przemoc, musimy to zgłosić. Nie możemy biernie się temu przyglądać i liczyć, że partner się zmieni. Może się zdarzyć, że mąż któregoś razu uderzy za mocno. Nie czekajmy na takie zakończenie.
  5. Nie podawajmy argumentu dzieci. Często słyszę, że matka chce zostać z agresywnym partnerem dla dobra dzieci. To ja się pytam, na czym to dobro polega? Na tym, że dziecko się temu przygląda i cierpi? Należy zapamiętać, że dla dziecka lepszy jest brak ojca, niż ciągły strach. Tak naprawdę dzieci są naszą wymówką w sytuacji gdy nie potrafimy podjąć konkretnej decyzji. Ale pamiętajcie – dzieci też się boją, nie rozumieją tego, co się dzieje. Nie narażajmy ich na takie sytuacje. Dzieciom należy zapewnić bezpieczeństwo.
  6. Nie wstydźmy się. To jest nawiększy problem, jeśli chodzi o podjęcie decyzji. Wstydzimy się powiedzieć o naszym problemie komukolwiek, bo to oznaczałoby, że ponieśliśmy porażkę. Nie, nie ponieśliśmy. Tak się ułożyło życie. W danym momencie należy zatroszczyć się tylko o siebie, a nie dbać o to, co ludzie powiedzą. Nie zostawajmy z naszymi myślami sami, bo nie uda nam się na naszą sytuację spojrzeć z dystansem.
  7. Nie bójmy się prosić o pomoc. To najważniejszy punkt. Często kobiety, które doświadczają przemocy, boją się, że sobie nie poradzą. Ale gdy pytam, czy kogoś prosiły o pomoc, mówią, że nie. Że nie chcą nikogo swoimi problemami obarczać. To żadna wymówka. Jeśli nasze zdrowie i życie jest zagrożone, należy szukać pomocy wszędzie. Schować wstyd do kieszeni. Pamiętajcie, to może się zdarzyć każdemu. Czy Ty byś komuś nie pomogła, gdyby się do Ciebie zgłosił? Czy śmiała byś się z tej osoby?
  8. Przygotujmy się do rozstania. Skorzystajmy z pomocy rodziny, ale też specjalistów. Warto udać się do adwokata, który podpowie nam, co w takiej sytuacji należy zrobić. Jeśli Was na to nie stać, pamiętajcie, że jest wiele miejsc, które oferują pomoc za darmo, wystarczy poszukać, czy w Waszej okolicy też można z takiej formy skorzystać.
  9. Na koniec rzecz najważniejsza. Zadbajmy o poczucie własnej wartości. Osoby, które doświadczają przemocy, nic do partnera nie czują i jeszcze się zastanawiają, czy odejść, nie dbają o siebie. Jeśli o siebie nie dbają, to dają się wykorzystywać. Mogą też być wykorzystywane w pracy, w rodzinie, przez przyjaciół. Pewność siebie sprawia, że potrafimy o siebie zawalczyć. Nie może być tak, że cała nasza wartość spoczywa na barkach partnera. Wtedy nie ma się co dziwić, że gdy odejdzie, to myślimy, że sobie nie poradzimy. Żyjmy tak, żeby bez względu na wszystko umieć liczyć przede wszystkim na siebie. Wtedy ani strata partnera, ani strata pracy nie będzie dla nas taka straszna.

I pamiętajcie, że zawsze należy zawalczyć o jak najlepszą jakość naszego życia. Jeżeli nie zawalczycie o siebie w związku nie zawalczycie też w żadnej innej sytuacji!

2 komentarze

  • chyba do Ciebie napiszę prywatnie, sama jestem w podobnej sytuacji, jak opisałaś… Mój facet bardzo się zmienił w ciągu czterech lat bycia razem i zaczyna być agresywny. Chociaż nigdy mnie nie uderzył, ale krzyczy, trzaska drzwiami, raz rozbił szkło… Zawsze był trochę nerwowy, ale nigdy aż w takim stopniu.

    • Oczywiście możesz napisać, ale boję się, że więcej niż napisałam w wym poście, nie napiszę. Proszę na spokojnie sobie go jeszcze przeczytaj i zastanów się czy któryś z punktów może Ci pomóc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *