o beacie

O Beacie Pawlikowskiej słów kilka

Zapewne ją znacie. Podróżniczka, była żona Wojciecha Cejrowskiego. Gdyby poprzestała tylko na tych osiągnięciach, nie pisałabym o niej. Ale nie, pani Beata musiała zacząć kombinować, robiąc przy tym niezłe zamieszanie. Ale od początku.
 
Ja panią Beatę lubię za jej książki o podróżowaniu. Gdy byłam młoda, zaczytywałam się w nich, podróżując palcem po mapie. Wyobrażałam sobie, że kiedyś będę tak jak ona, przeżywać przygody na odległych lądach. I to jest jej ogromna zaleta. Pisze lekko, z humorem, ciekawie. Z pewnością motywuje do ruszenia tyłka z kanapy.
 
Jej popularność stała się tak ogromna, że dla swojego wydawnictwa stała się „dojną krową” (najmocniej przepraszam za to porównanie). Pozwolić jej odejść byłoby głupotą. Dlatego wymyślono plan. Obsadzono panią Beatę w roli eksperta. Eksperta od wszystkiego. I tak na rynku pojawiły się książki pani Beaty o:
– nauce języków – od angielskiego przez rosyjski aż do japońskiego, w sumie 12 języków;
– zdrowym żywieniu – wspomnę tylko, że pani Beata przeszła przez anoreksję i bulimię, co jej oczywiście nie dyskwalifikuje w tej dziedzinie, ale też nie robi dobrej reklamy;
– prezentach;
– fotografowaniu;
– kotach (!).
No i na końcu wisienka na torcie, o PSYCHOLOGII. O tym właśnie chciałam z Wami „pomówić”. O ile poprzednie poradniki nie wywołają wielkiego spustoszenia w życiu czytelnika (no może poza ewentualnymi problemami gastrycznymi i śmiesznymi pomyłkami językowymi na zagranicznej wycieczce), o tyle wchodzenie na tak grząski grunt jak depresja, może być niebezpieczne.
 
Książka „Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz!” jest jakimś wydawniczym nieporozumieniem. Kto się zgodził na druk? Czy faktycznie pieniądze są tak ważne, żeby nie myśleć o szkodzie, jaką ta książka może wyrządzić? Już i tak psychoterapeuci muszą mierzyć się z wyzwaniem uświadamiania ludziom, że depresja to nie jest jesienna chandra, podczas której chce się leżeć w łóżku i pić herbatę. Depresja to bardzo ciężka choroba, z której nie da się wyjść bez pomocy specjalistów.
 
Pani Beata pisze „Z mojego doświadczenia wynika, że depresję można wyleczyć w trzech krokach: odzyskać wewnętrzną równowagę, stanąć na nogach, dokonać świadomego wysiłku, żeby zmienić nawyki myślowe zapisane w podświadomości. Potrzebne do tego będą dobra wola, cierpliwość, wytrwałość.” Lub „Z mojego doświadczenia wynika, że depresję można skutecznie i trwale wyleczyć tylko w jeden sposób. Znaleźć błędne dane, zastąpić je prawidłowymi i wgrać je na nowo do pamięci komputera.” Wspólnym elementem tych dwóch cytatów jest stwierdzenie „z mojego doświadczenia”. Należy jednak pamiętać, że jeśli coś pomogło pani Beacie, nie znaczy, że ma pomóc też nam. Czasami może nawet zaszkodzić. Ja się nie czepiam, ja ostrzegam!
 
Aż włos się jeży na głowie. Jeśli pani Beata mówi, że wyjście z depresji jest banalnie proste, tylko trzeba chcieć i włożyć w to trochę wysiłku, to tylko robi gorzej. Osoba która przeczyta tę książkę pomyśli, że jest tak beznadziejna, że nawet nie jest w stanie wyjść sama z depresji. Że przecież to takie łatwe. Nie należy igrać z takimi uczuciami. Nie należy zniechęcać ludzi do pójścia do specjalisty. Nie należy zabraniać przyjmowania leków. To zło w czystej postaci. Ja nie twierdzę, że książki pani Beaty nie pomagają, ale ta jest wyjątkowo niebezpieczna.
 
Miałam taką pacjentkę, która żałowała, że przyszła na terapię tak późno, przez to, że najpierw (zgodnie z poradami z książki) starała się poradzić sobie sama. Pomyślałam, ile w takim razie jest osób, które tę książkę czytają i stosują się do jej zasad? Ile tragedii musi się wydarzyć, żeby ten temat nagłośnić? Ta książka jest niebezpieczna i jeśli tylko możecie, przestrzegajcie przed nią swoich bliskich. Nigdy nie traćcie wiary w specjalistów! Specjalistów, którzy posiadają kompetencje i ukończyli odpowiednie szkoły.
 
Chciałabym wierzyć, że ta książka powstała na zamówienie wydawnictwa, a nie z woli autorki.

Suspendisse et pellentesque diam. Sed sed risus at enim iaculis ullamcorper et eu sapien. Nullam ut purus interdum, molestie ipsum et, hendrerit urna.

17 komentarzy

  • Moja opinia jest dokładnie taka sama. Podróże, książki językowe – świetne, tym bardziej, że jestem słuchowcem, ale to przekracza pewne granice. Co ciekawe, podobno pomogła kilku osobom z mojego otoczenia, ale zastanawiam się co może być później…

    • Może to być krótkotrwały efekt lub te osoby nie miały depresji tylko chandrę. Często jest to mylone. Z pewnością książki pani Beaty są motywujące i to działa na czytelników, ale nie wiem czy pomaga/leczy.

  • To prawda, tyle teraz tych poradników i ekspertów od wszystkiego, że głowa boli… Każdy wydaje książkę, każdy na wszystkim się zna, itd. Co do depresji, znam taki przypadek i to jest bardzo ciężka i uparta osoba, która nie chce udać się na terapie, a w żaden inny sposób nie da się (przynajmniej na razie) jej pomóc…

    • No właśnie i o to chodzi. Jeśli powstaje poradnik o pielęgnacji ogrodu, to pół biedy. Jeśli powstaje poradnik o zdrowiu, to już trzeba uważać. Idole porywają tłumy, a ludzie ślepo za nimi podążają. Może to być niebezpieczne.

  • Bardzo trafna ocena. Imponuje mi Pani swoimi spostrzeżeniami i podbudowuję moją wiarę w to że potrafię odnaleźć w tym gąszczu internetowym interesujące osoby piszące teksty warte przeczytania. Albo zwyczajnie fuksiarz jestem, bo ostatnio kilku takich ludzi wynalazłem. Depresja moim zdaniem musi mieć jakieś proste przyczyny społeczne, wskazuje na to ilość ludzi nią dotknięta. Pokusiłbym się o stworzenie bazy komputerowej i porównanie szeregu cech, okoliczności, itp. aby wyłowić ten jeden zasadniczy powód, musi taki istnieć i wszystko wskazuje że jest to jakiś bardzo współczesny element życia. Pozdrawiam i czekam na więcej 🙂

  • Justyno, czy jesteś psychologiem? Jeśli nie, to wypowiadasz się na temat, na którym się nie znasz. Krytykujesz Beatę, ale zwróć uwagę na to, że robisz to samo, co ona. Ona mówi o własnym doświadczeniu, a ty? Skąd masz tą wiedzę?

    • To może po kolei. Dziękuję za komentarz. Rozumiem Twoje oburzenie, więc śpieszę z wyjaśnieniami. Nie, nie jestem psychologiem, ale jestem psychoterapeutą po 4 letnim szkoleniu z 7 letnim stażem. Możesz mi wierzyć lub nie z depresją miałam do czynienia nie raz w swojej pracy. Wiem, że bez terapii i farmakologii ciężko jest się wyleczyć z tej choroby, bo to jest choroba, nie przejściowa chandra. Założyłam swój blog nie po to żeby się na nim wzbogacić, ale żeby przekazać swoją wiedzę i doświadczenie innym. Może to się przydać może nie. W tej sytuacji chciałam podkreślić, że pani Beata robi niepotrzebne zamieszanie. Powstają różne kampanie, które pokazują, że depresja to ciężka choroba, która nieleczona może prowadzić do śmierci. To są bardzo poważne sprawy. Jak zapewne widzisz, nie kpię z wszystkiego dookoła. Tym tekstem chciałam ostrzec tych, którzy chcą sięgnąć po tę książkę. TYLKO PO TĘ KSIĄŻKĘ pani Beaty „Wyszłam z niemocy i depresji. Ty też możesz!”. Pani Beata sugeruje, że jeśli zrobimy to co ona, też wyjdziemy z depresji. Nie opowiada tylko o swoim doświadczeniu, ale przede wszystkim daje konkretne porady. Nie wiem, czy czytała Pani tę książkę, ale tam jest sporo teorii, co to jest jaźń, co to jest depresja, co to jest podświadomość. Teorii pani Beaty, a nie tych ogólnie przyjętych. Proszę też zwrócić uwagę na to, że to jest sławna osoba, która jest autorytetem dla wielu osób. Trzeba w takich sytuacjach uważać co się mówi, bo wiele osób, pójdzie za tym jak w dym. Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której znany aktor napisał książkę, jak pokonać nowotwór, domowymi sposobami, bez wychodzenia do lekarza. Oczywiście nie mam nic przeciwko medycynie niekonwencjonalnej, ale nawet ona powinna być skonsultowana u specjalistów, a nie stosowana na chybił trafił. Takie książki, robią wiele złego i tylko przed tym chciałam przestrzec. Tylko przed tą jedną książką. Nie trywializujmy depresji. Pozdrawiam serdecznie.

    • Przepraszam, już doczytałam. Może usuń mojego posta. Wycofuje co napisałam. Spojrzałam na zdjęcie i pomyślałam, że jakaś nastolatka pisze bloga. Sorry😊

      • Nic nie szkodzi 🙂 zrobiłaś mi dzień „spojrzałam na zdjęcie i pomyślałam, że jakaś nastolatka pisze bloga” 🙂 dziękuję 🙂

    • Dzięki 🙂 nie miałam intencji, żeby był kontrowersyjny, czy odważny, chciałam jedynie przestrzec przed jedną książką 🙂 a jeśli chodzi o osobowość, to jest to z pewnością bardzo barwna postać.

  • Kurczę, mam bardzo ambiwalentny stosunek do książek Beaty Pawlikowskiej. Z jednej strony – cenię ją jako autorkę książek podróżniczych. Są genialne! Choć podobno ta o Japonii mniej, bo więcej tam narzekania na jedzenie, niż opisów podróży – nie wiem, nie czytałam. Z drugiej strony – no kurczę, nie umniejszając pani Beacie – chyba nie da się być specjalistą we wszystkim. A ta autorka wydaje się być. Podróże, nauka języków, dieta (ta proponowana przez Pawlikowską jest bardzo ortodoksyjna, więc nie do końca mnie przekonuje i… nie do końca zgodzę się, że raczej nie narobi wielu szkód, bo może), psychologia i jeszcze wychowanie kota! Kurczę, określenie „dojna krowa” samo ciśnie się na usta!
    Mogłabym się podpisać pod Twoim tekstem. niech pani Beata zajmie się tym, co potrafi najlepiej – książkami podróżniczymi. A inne dziedziny zostawi specjalistom.

  • zgadzam się w zupełności! wydaje mi się, że książki o nauce języków to również farsa. W tym przypadku ktoś tylko użycza „twarzy” do cudzej pracy, bo jakoś nie wierzę, że Beata Pawlikowska opracowała genialną autorską metodę, która Callana i innych zostawia daleko w tyle. Ludzie… jest tyle profesjonalnych wydawnictw lingwistycznych, które korzystają z usług native speakerów, profesorów filologii i językoznawców. Nie dajce się zwieść!

  • Jakoś tak się złożyło, że ja nie poznałam Beaty Pawlikowskiej od strony podróżniczej. Tzn. wiem o istnieniu tejże, ale nic nie czytałam czy jak to ładnie napisałaś, nie podróżowałam z nią palcem po mapie. 😉 Znam ją tylko jako specjalistkę od wszystkiego, jej wizerunek bije po oczach z okładek wielu różnych publikacji po wejściu do każdej księgarni, itd. Tę pozycję o wychodzeniu z depresji miałam okazję przekartkować w którejś księgarni i pamiętam swoje wielkie zdziwienie, że ktoś zdecydował się puścić do druku książkę z takim podstawowym błędem. Książka niby o depresji, tak naprawdę traktująca o zwykłej chandrze czy „niechcemisię”. Nie rozumiem. 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *