przyjaźń

Przyjaźń aż po grób

Marzena była świetną dziewczyną. Marzyła, żeby zostać dietetykiem. Gdy dostała się na studia, jej świat przewrócił się do góry nogami. Opuściła rodzinne miasto, rozstała się z przyjaciółmi, którzy rozjechali się po całej Polsce. Na studiach radziła sobie bardzo dobrze. Szybko nawiązała nowe znajomości. Poznała też sympatycznego chłopaka Andrzeja, który okazał się dla niej dużym wsparcie. Na drugim roku studiów, dołączyła do kierunku Ola. Śliczna i mądra dziewczyna, którą od razy wszyscy polubili. Polubiła ją też Marzena. Okazało się, że są bratnimi duszami. Szybko się zaprzyjaźniły. Ola zaproponowała, żeby razem wynajęły mieszkanie. Nie miała też nic przeciwko, żeby zamieszkał z nimi Andrzej. Wszystkim bardzo spodobało się to rozwiązanie.

Początki wspólnego mieszkanie były wręcz sielankowe. Nie było kłótni o porządki, wspólnie jedli posiłki, wspólnie spędzali wolny czas. Marzenę dziwił fakt, że Ola nie znalazła dla siebie partnera. Przecież niczego jej nie brakowało. Ale nie chciała w to ingerować. Po pewnym czasie zaczęły pojawiać się pierwsze problemy. Ola zaczęła być coraz bardziej przygnębiona. Nie chciała jeść, nie chciała nigdzie wychodzić. Marzena zaczęła się tym bardzo przejmować. Postanowiła wesprzeć przyjaciółkę. Siedziała z nią cały czas, rozśmieszała, pocieszała. Po pewnym czasie Ola wyznała, że chodzi o to, że jej mama jest bardzo chora. Zostało jej kilka miesięcy życia. Ola nie chciała jej odwiedzić, bo bardzo bała się tego spotkania. Marzenie zrobiło się żal przyjaciółki. Nie wiedziała co zrobić, ale wiedziała, że nie może jej tak zostawić. Ola była jej wdzięczna.

Niestety to poświęcenie nie podobało się Andrzejowi. Twierdził, że oczywiście warto wesprzeć koleżankę, ale trzeba zachować jakieś granice. Marzena zaczęła opuszczać zajęcia. Ola też na nie chodziła. Twierdziły, że jak sytuacja się trochę ustabilizuje, wspólnie nadrobią zaległości. Między Marzeną a Andrzejem zaczęło iskrzyć coraz mocniej. Prawie wcale nie wychodzili, a gdy już udało mu się namówić swoją dziewczynę na wyjście, ciągle pisała z Olą. Tłumaczyła mu, że z Olą jest bardzo źle. Że miała bardzo dobre relacje z mamą i nie może pogodzić się z tym, że już nigdy jej nie zobaczy. Że powinni teraz oboje wesprzeć Olę. Przecież nie będzie to trwało wiecznie. Andrzej nie mógł jednak zrozumieć, dlaczego Ola nie pojechała do mamy, skoro tak bardzo ją kocha. Marzena wytłumaczyła mu, że ona się tego boi i odsuwa w czasie, aż będzie gotowa.

W międzyczasie Marzena dostała wiadomość od wykładowcy, że dłuższa ilość nieobecności spowoduje niezaliczenie przedmiotu. Przestraszyła się tego scenariusza i postanowiła iść wyjaśnić to z wykładowcą. Gdy powiedziała o tym Oli, ta zupełnie się tym nie przejęła. Powiedziała, że też dostała takiego maila i żeby się Marzena nie przejmowała, bo ma ojca lekarza i on załatwi im zwolnienie, tylko żeby jej nie opuszczała, bo to dla niej bardzo ważne. Marzenie wydało się to trochę dziwne, ale się zgodziła. Podczas jednej z rozmów Ola powiedziała Marzenie, że ma dla niej informację o Andrzeju. Ponoć z kimś się spotyka. Marzena początkowo w to nie wierzyła, ale zaczęła łączyć fakty. Andrzej coraz częściej wychodził sam, coraz częściej siedział z nosem w telefonie, coraz mniej z nią rozmawiał. Myślała, że to przez Olę, ale jednak powód był inny.

Ola zwierzyła się jej, że też kiedyś miała podobną sytuację i pognała chłopaka, aż się kurzyło. Marzena nie chciała podejmować takiej decyzji, ale zaczęła być coraz bardziej oschła wobec Andrzeja. Miała już dość jego upominania, że powinna wrócić na studia, że powinna z nim wychodzić. Nie rozumiał jej. Po raz pierwszy miała taką przyjaźń. Taką na śmierć i życie. Nie chciała tego zmarnować. Nigdy nikomu nie była tak potrzebna, jak Oli. Więc nadal robiła dla nich zakupy, oglądały wspólnie seriale, obgadywały znajomych z uczelni. Czasem po prostu milczały.

Andrzej uznał, że to już za długo trwa, a do Marzeny nie docierają żadne racjonalne argumenty. Postanowił się wyprowadzić. Powiedział, żeby się do niego odezwała, jak ten cyrk się skończy. Z jednej strony poczuła ogromny smutek. Przecież była z Andrzejem szczęśliwa. Z drugiej strony przypomniała sobie słowa Oli. Pewnie odszedł do innej. Marzena wpadła w obsesję. Śledziła każdy jego komentarz na Facebooku, każdą dodaną do znajomych dziewczynę sprawdzała bardzo dokładnie.

Sprawy na uczelni zaczęły przybierać zły obrót. Dostała z uczelni pismo, że jej nieobecność na studiach będzie skutkowała skreśleniem z listy studentów. Miała się stawić na uczelni w celu wyjaśnienia tych nieobecności. Powiedziała Oli, że musi iść to wyjaśnić i że chce, zgodnie z obietnicą, aby załatwiła jej to zwolnienie, które pokaże dziekanowi. Ola wpadła w histerię. Powiedziała, że nie może teraz ojcu głowy zawracać, przecież mama jest chora. Ma mnóstwo załatwień. Że to zrobi tylko nie teraz. Marzena nie wiedziała co zrobić. Powiedziała, że pójdzie przynajmniej to wyjaśnić. Ola powiedziała, żeby tego nie robiła, że pójdą razem, ale ona teraz nie ma na to sił, że myśli o popełnieniu samobójstwa. Choroba mamy, brak chłopaka i opuszczenie studiów to dla niej za dużo. Tylko Marzena trzyma ją przy życiu.

Marzena nie wiedziała, co z tym zrobić. Zerwała wszystkie relacje, nie miała się z kim naradzić. Mama chciała, żeby ją odwiedziła, ale ona nie mogła zostawić Oli, poza tym nie wiedziała, jak powiedzieć mamie o studiach. Pomyślała, że Ola powinna iść do psychologa, bo inaczej sobie nie poradzi. Marzena nie miała już pomysłu, jak można jeszcze wesprzeć Olę, która po każdym telefonie od mamy płakała cały dzień, nie jedząc, nie wstając z łóżka.

Marzena sama zaczęła przechodzić kryzys. Bała się o studia. Wracało do niej, że straciła chłopaka, nie wiedząc nawet, czy rzeczywiście kogoś ma. Jej mama zaczęła podejrzewać, że coś złego się dzieje. Marzena nie przyjeżdżała do domu, nie odbierała telefonów, bo nie chciała robić przykrości Oli. Bała się, że ta sytuacja z Olą szybko się nie rozwiąże. Ola nie chciała iść do psychologa, bo nie miała na to pieniędzy. Leczenie mamy było drogie, nie chciała rodziców obarczać dodatkowym kosztem. Marzena bała się, że faktycznie Ola coś sobie zrobi. Nawet do sklepu Marzena wychodziła tylko na chwilę. Przeniosła się też spać do Oli.

Gdy zbliżał się koniec roku akademickiego, Ola postanowiła pojechać do domu, spotkać się z mamą i wziąć obiecane zwolnienie od ojca. Marzena ucieszyła się, że w końcu coś się dzieje. Sama postanowiła skorzystać z okazji i pojechała do mamy. Uściskała ją najmocniej, jak potrafiła. Mama była Marzeną zaniepokojona. Była zaniedbana. Nie miała uprasowanych rzeczy, miała podkrążone oczy, strasznie schudła. Chciała z Marzeną porozmawiać, ale ta zamknęła się pokoju. Nie potrafiła spojrzeć mamie w twarz. Nie wiedziała, co z jej ukochanymi studiami. Nie wiedziała jak jej powiedzieć o Andrzeju. Wolała nie wychodzić, żeby nie prowokować pytań. Nie dostawała też żadnej informacji od Oli, mimo że do niej pisała i dzwoniła. Zaniepokoiła się, ale pomyślała, że potrzebuje czasu.

Niespodziewanie rozdzwonił się telefon. Z uczelni. Pani z dziekanatu powiedziała, że z uwagi na nieobecności oraz brak kontaktu skreślają ją z listy studentów. Nikt nie chciał słuchać jej wyjaśnień. Ponoć wysłano do niej ostateczne pismo, ale może się odnieść do tej decyzji. Marzena się załamała. Nie wiedziała, co robić. Nie mogła się skontaktować z Olą. Była sama.

Po kilku dniach dostała wiadomość z obcego numeru, że Ola nie żyje. Osłupiała. Nie mogła zebrać myśli. Jak to? Coś jej się stało? Czy może sama odebrała sobie życie? Pewnie sobie nie poradziła z tą sytuacją. Marzena miała do siebie żal, że z nią nie pojechała. Numer Oli nie odpowiadał, ten obcy numer też. Skasowano też Oli konto na Facebooku. Marzena wpadła w panikę. Wiedziała, z jakiej miejscowości pochodzi Ola. Na szczęście była to bardzo mała miejscowość. Postanowiła znaleźć jakiś trop, bo nie znała nawet adresu Oli. Zadzwoniła do szpitala, ale nikt nie słyszał ani o ojcu Oli, ani o przebywającej tam chorej mamie. Zadzwoniła do kościoła, na parafię, żeby dowiedzieć się, czy może był pogrzeb mamy, albo planują pogrzeb Oli, ale ksiądz powiedział, że nikogo takiego w parafii nie ma. Zgłupiała, ale nie dała za wygraną. Wpadła na jeszcze jeden pomysł. Znalazła na Facebooku kilka osób z ich wieku, które mieszkały tam gdzie Ola. Przecież musi, ktoś ją znać. Nikt. Jeszcze jej się oberwało, że nęka ludzi.

Zadzwoniła do Andrzeja. Powiedział jej, że od początku wiedział, że coś z Olą jest nie tak, ale nie docierały do niej żadne argumenty. Nikt normalny nie siedzi tyle czasu w mieszkaniu, zwłaszcza jeśli ma umierającą matkę. Poza tym Ola do niego pisała, po tym, jak się wyprowadził, żeby się nie gniewał, że ona go bardzo lubi i jak się to skończy, to chętnie umówi się z nim na piwo. Ale jej nie odpisał. Marzena nie mogła w to uwierzyć. Straciła wszystko w jednej chwili. Studia, chłopaka, przyjaciółkę, nawet swoją rodzinę. Poszła do łazienki i znalazła jakieś leki swojego ojca. Wzięła całe opakowanie.

Należy podkreślić, że w tym przykładzie, Marzena to osoba, która ma problemy w relacjach. Dlatego tak łatwo uległa manipulacji Oli i zachowywała się bardzo irracjonalnie. Mogło być tak, że Marzena nie miała  w dzieciństwie przyjaciół, co Ola wyczuła i wykorzystała. I mimo, że na pierwszy rzut oka może wydawać się to dziwne, to nie jest to niemożliwy scenariusz. Psychopaci specjalnie wybierają osoby, które same mają problemy żeby łatwiej nimi manipulować. Potrafią tak realistycznie zaaranżować różne sytuacje, że ofiary zupełnie tracą zdrowy rozsądek. Specjalnie chciałam pokazać, jak bardzo irracjonalnie może się ktoś zachować, pod wpływem mistrzowskiej manipulacji.

Pozostaje jeszcze kwestia Oli. Dlaczego to zrobiła? Jaki miała cel? W tym przypadku prawdziwy cel tej manipulacji zna tylko Ola. Można się jedynie domyśleć, że być może chciała odbić Marzenie chłopaka. Może chciała Marzenę zastąpić i „żyć jej życiem”? Może zazdrościła Marzenie świetnych relacji z rodzicami i dobrych wyników w nauce i postanowiła jej to odebrać? Kto wie.

Kiedyś na studiach prowadząca powiedziała nam, że psychopatą nie musi być napakowany, łysy koleś w skórzanej kurtce. To może być nasz sąsiad, przyjaciel, partner, listonosz, pracodawca. Psychopata to człowiek, który dokonuje zbrodni w białych rękawiczkach. Historia, którą opisałam, jest najłagodniejszym przykładem działania psychopaty, który w rzeczywistości może być jeszcze bardziej brutalny i niebezpieczny.

To, co cechuje psychopatę to brak empatii. Zazwyczaj jest to pewna siebie osoba, która osiąga sukcesy w życiu zawodowym i prywatnym. Wybiera sobie ofiary pod względem opłacalności. Dzięki tym osobom zyskuje awans, partnera, sławę. Świetnie potrafi manipulować ludźmi, a wszystko po to, żeby osiągnąć swój cel.

Po co Wam o tym piszę? Ku przestrodze. Pamiętajcie, że psychopatą może być nawet Wasz partner, któremu ufacie. Uważajcie na te cechy, żeby nikomu nie stała się krzywda.

Hervey Cleckley stworzył listę 16 cech opisujących osobę, u której stwierdza się psychopatyczne zaburzenie osobowości:

  • nieumiejętność korzystania z uprzednich doświadczeń,
  • konsekwentne powtarzanie zachowania nawet wtedy, gdy jest się za nie karanym,
  • nieumiejętność tworzenia planów życiowych,
  • rzadkie odczuwanie lęku, na ogół brak poczucia winy,
  • nie można na takiej osobie polegać,
  • nieadekwatność motywacji zachowań prowadząca do antyspołecznych przejawów,
  • nieprzestrzeganie zasad dyscypliny,
  • nieumiejętność wyzbycia się dążenia do doraźnych przyjemności,
  • ubóstwo uczuciowe kontaktów emocjonalnych z innymi,
  • życie seksualne ubogie, powierzchowne i o małej integracji uczuciowej z partnerem,
  • nieumiejętność wchodzenia w interakcje społeczne,
  • impulsywność w reakcjach na różne sytuacje, niebranie pod uwagę konsekwencji swojego postępowania mimo znajomości zasad właściwego zachowania,
  • umiejętność robienia dobrego wrażenia na otoczeniu, wzbudzania do siebie zaufania innych i manipulowania nimi,
  • nawet mała ilość alkoholu może wzbudzić impulsywną reakcję, nadmierną fantazję i nieodpowiedzialność,
  • brak wyrzutów sumienia,
  • rzadkie dokonywanie samobójstw.  (psychiatria.mp.pl)

Pedagog, psychoterapeutka. Lubię włoskie jedzenie, filmy i koty.

2 komentarze

  • przerażająca historia… znam podobną historię ze swojej szkoły, tylko prześladowcą był chłopak mojej przyjaciółki.

  • Problem nie jest z Olą, ona doskonale przystosowała się do warunków współczesnego Świata. Takich ludzi jest mnóstwo, praktycznie na każdym stanowisku kierowniczym w korporacjach pracuje osoba o profilu zbliżonym do tej Oli. Problem jest z Marzeną, o ona powinna się leczyć. Ola nie zrobiła nic czego nie robią obecnie ludzie aby osiągnąć swoje cele, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, nic niesamowitego, NIC CHOROBLIWEGO.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *