Trzy Cnoty Nieporządku

Co jakiś czas, każdy człowiek na świecie robi porządki w swoim domu. Czy to przed świętami, czy to na wiosnę, czy to przed przyjazdem teściowej, czy to przy okazji przeprowadzki. Ja miałam takie szczęście, że póki co przeprowadzałam się tylko trzy razy, ale każdy z tych razów pozbawił mnie mniej więcej połowy moich rzeczy. Co w takim razie jest takiego uzależniającego w tych bibelotach, że miesiąc po generalce odrastają ponownie jak głowy Hydry?

Sentyment

No to jest właściwie słowo klucz. Trzymamy takie rzeczy, że nam się w głowie nie mieści. Misie z dzieciństwa to jeszcze nic. W gigantycznych pudłach na strychu kurzą się nasze pierwsze zęby, które mama trzymała jak talizman. Fragment gipsu ze złamanej nogi, jako pamiątka nauki jazdy na nartach. Pierwsze walentynki od Kuby z 5c, który leciał na nas od przedszkola. Odznaki, ordery, dyplomy, świadectwa, czyli namacalny dowód naszej zajebistości z lat szkolnych. Zasuszone kwiaty z pierwszej randki z Waldkiem, bo jednak Kuba urósł i okazał się kretynem. Zasuszone kwiaty ze ślubu. Zasuszone kwiaty z okazji urodzin pierwszego dziecka. Generalnie dużo zasuszonych kwiatów, nawet nie wiadomo z jakiej okazji. Pamiątki z podróży. Bilety, pocztówki, kamyczki, muszelki, listki, serwetki, cukry (tak cukry), mydełka i inne mini kosmetyki. W bardziej hardcorowej wersji ręczniki, kapcie, szlafroki, talerzyki, szklanki, widelce, czyli generalnie wszystko, co ma jakieś logo lub nadruk kojarzący się z miejscem pobytu.

I ja się tylko zastanawiam, kto o zdrowych zmysłach wyciąga swoje pierwsze zęby i głaszcząc je, wspomina jak je stracił jadąc rowerem i jak szybko Wróżka Zębuszka przyniosła nowe? Czy ktoś, kto właśnie pokłócił się ze swoim mężem biegnie na górę, grzebie nerwowo w pudełku, wyciąga walentynkę od Kuby i płacze z żalu, że może jednak nie był takim kretynem, bo czymże jest strzelanie gumką od stanika w porównaniu do upicia się z kumplami i niewrócenia na noc? A może ktoś co jakiś czas wyciąga losowo wybraną saszetkę cukru, dajmy na to z Rzymu i słodząc nią kawę przenosi się na chwilę pod Koloseum odśpiewując pod nosem „Lasciate mi cantare”?

No właśnie nikt (no chyba że ktoś?). Trzymamy te rzeczy, nie dlatego, że nam coś dają, ale dlatego że nie możemy się z nimi rozstać. Naiwnie myślimy, że co jakiś czas przypomną nam miłe chwile, a w rezultacie widzimy je tylko przy porządkach nie mając czasu na wspominki.

Nadzieja

Mówi się, że jest matką głupich, ale chyba i tych z nadwagą. Kto z nas nie ma w szafie choć jednej bluzeczki, choć jednych spodni, w które się nie mieści, ale liczy, że kiedyś się zmieści? I jeśli są to spodnie sprzed ciąży lub sprzed obfitego grilla, to jest jeszcze szansa, że kilka wizyt w siłowni i spodnie znów otulą nasze pośladki. Gorzej, jeśli ktoś ma np. trzydzieści lat i katuje się jeansami z gimnazjum, gdzie biodra jeszcze oczekiwały na okres dojrzewania i budową przypominały kij od szczotki. Pewnych procesów się nie odkręci, sorry.

Nadzieja w przypadku chomikowania ma też przydomek przyda się. I tu możemy pocisnąć listę wcale nie mniejszą od tej z działu Sentyment. Dziurawe wiaderko, notatki ze studiów, książki ze studiów, gofrownica, wałki do włosów, porcelana na trzydzieści sześć osób będąca prezentem ślubnym, torebeczki na prezenty, wstążeczki, guziki, notesy, mapy z podróży, stary aparat, pojemniczki po biżuterii,

To wszystko przecież się p r z y d a. Jeśli mieszkacie w mieszkaniu nie większym niż czterdzieści metrów kwadratowych i to wliczając balkon i wycieraczkę przed drzwiami wejściowymi, to nie liczcie, że kiedykolwiek uda Wam się rozłożyć zastawę na trzydzieści sześć osób. No chyba że dacie każdemu talerz do łapy i część gości będzie jadła w kiblu. Z notatkami ze studiów jest podobnie. Jest małe prawdopodobieństwo, że siądziecie kiedyś przy kominku i z kubkiem gorącej herbaty z malinami, przypomnicie sobie, o czym były Dialogi Platona? Albo, że zaskoczycie wszystkich w pracy mówiąc, że Comte miał jednak rację twierdząc, iż jest coś takiego jak faza teologiczna polegająca na tym, że ludzie wyjaśniają sobie pewne zjawiska odwołując się do sił nadprzyrodzonych. A przynajmniej, że się Wam tak wydaje, bo skserowane notatki od Wojtka, który pisał jak kura pazurem, nie są już takie wyraźne.

Na koniec mam tylko jedną radę. Jeśli zbieracie torebeczki po prezentach, to pamiętajcie od kogo je dostaliście. Na własnej skórze przekonałam się, że jednak moja ciotka nie jest taka stara i jej pamięć ma się całkiem dobrze.

Głupota

Tu wrzucamy wszystkie rzeczy, które nie mają dla nas wartości sentymentalnej, ale też nie wierzymy, że kiedyś się przydadzą. Do tej grupy zaliczamy wszystko, co zniszczone, rozwalone, pęknięte, brzydkie, stare, spleśniałe, pokryte stuletnimi pająkami, rozpadające się, sprane, zużyte. Czyli starą kosiarkę bez rączki, kółek, silnika i pojemnika na trawę. Zeżartą przez korniki szafę, której już nawet nie da się zrenowować. Wyrenowować. Odnowić. Spraną bluzkę, którą nawet nie umyjemy podłóg (przez szacunek do podłóg). Wyczerpane baterie, tak jest sporo ludzi, którzy wierzą, że baterie odłożone do pudełka, same się naładowują i po jakimś czasie znowu są gotowe do użycia (nikt nie zna oficjalnego czasu regeneracji).

Pozbywanie się tych rzeczy powinno nastąpić w kolejności odwrotnej. Na pierwszy odstrzał idą rzeczy nienadające się już do żadnego użytku. I niech Was nie korci przerzucanie kosiarki do sekcji Nadzieja licząc, na jej cudowne uzdrowienie, ani do sekcji Sentyment twierdząc, że to była kosiarka, którą kupiliście w roku, kiedy Polak został papieżem, bo wtedy jeszcze nie sprzedawali w Polsce kosiarek i nikt Wam nie uwierzy.

W dalszej kolejności idą rzeczy z sekcji Nadzieja. Oceńcie swoje możliwości chudnięcia. Jeansy z gimnazjum z automatu lądują w sekcji Głupota. Porcelanę można sprzedać, a notatki oddać młodszym rocznikom, chyba że studiowaliście przez stanem wojennym, to wtedy lepiej wyrzucić, bo niektóre rzeczy mogły się zdezaktualizować.

Najgorzej będziecie mieli z sekcją Sentyment. Sama wiem, jak trudne jest pozbycie się mlecznych zębów mojego pierwszego psa. Ale jeśli uczciwie do tego podejdziecie to będziecie wiedzieli, co zostawić a co wyrzucić. Nie martwcie się, nie pozbędziecie się przy tym wspomnień. Sprawdziłam na własnej skórze.

Pedagog, psychoterapeutka. Rocznik ’86 / Kraków / Dwa koty / Radar absurdu Roślinożerca / Gracz / Serialowy maniak

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *